Cześć!
Dzisiaj za oknem króluje piękne słońce, a u mnie ulubieńcy poprzednich miesięcy. Nie jest tego dużo, bo właściwie mój makijaż był mocno minimalistyczny w ostatnim czasie i obracał się wokół cielistych odcieni.
Nieoczekiwanie do ulubieńców trafiła paletka H&M, która mimo średniej oceny okazała się być zawsze pod ręką :) Pielęgnacyjnie nic mnie nie zachwyciło, żadna z nowości nie trafiła do mnie aż tak, żeby zostać nazwana ulubieńcem.
Tak prezentują się w gromadce, a poniżej kilka słów o każdym z osobna:
- Essence Multi Action Mascara, czyli makijażowy pewniak z przyzwoitą cenę. Zmęczona osypującymi się tuszami z różnych półek cenowych (tutaj prym wiedzie Clinique) sięgnęłam po sprawdzonego ulubieńca i choć kiedyś był troszkę lepszy, to nadal to porządny tusz, jeden z lepszych dla moich rzęs. Używam go z przyjemnością i na razie w odstawkę wysłał nawet 2000 Calorie MF :)
- Taaaaa. O tej paletce wszystko już napisałam tutaj <klik>, a jednak podstępnie wkradła się w moje łaski. Za każdym razem po prostu była w pobliżu i jakoś tak łapka wędrowała sama w tamtą stronę. Zdecydowanie to najczęściej używane przeze mnie cienie w ostatnim czasie :)
- Paletka do brwi Essence LE Wild Craft to nabytek jeszcze z jesieni, który zastąpił godnie wykończoną ostatnio paletę Sephory. Podkreślone brwi to u mnie konieczność, a ta sprawdza się lepiej niż poprzedniczka. Jest odpowiednio twarda i sucha, ładnie nabiera się na pędzelek - używam skośnego z Sephory - i wytrzymuje cały dzień. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to trochę zbyt ciepła kolorystyka - moje brwi mają popielaty pigment w sobie i muszę stopniować nakładanie, ale to już kwestia odcienia. Poza tym to naprawdę porządny produkt.
- Kredka Glimmerstick Avon w odcieniu Brown Sugar o której też już pisałam <klik> to kolejny pewniak makijażowy - na dolnej powiece wytrzymuje spokojnie 6 h potem nieco się rozpływa, ale fakt, że noszę soczewki równie nie jest bez znaczenia. Fajnie podkreśla oko bez przesadnego brokatu :)
- Essie Sand Tropez poprzednio widziany tutaj <klik>. Nienudny nudziak, bardziej szary niż beżowy, ale nie trupi. Kolor bardzo spokojny i idealny pasujący do aury panującej przez ostatni czas za oknem. To mój pewniak, jeśli mani ma być nierzucający się w oczy.
- ChaCha Tint to miniaturka z tego zestawu <klik>, który kupiłam jakiś czas temu. Oczojebnie pomarańczowy w opakowaniu na ustach daje przepiękny koral, wyważone połączenie różu i oranżu. Jedyny minus to konieczność gładkich ust, barwnik bezlitośnie osadza się we wszelkich suchych skórkach i pęknięciach, co daje usta w kropki i paski ;) Masakrycznie wydajny, bo wystarczy tylko kropeczka rozprowadzona po ustach. Podbijam go...
- ...błyszczykiem Coralista z powyższego zestawu. Całuśne usta gwarantowane ;) Sam gloss jest nieco klejący, ale nieprzesadnie piękne pachnie i wystarczy odrobinka, żeby usta zyskały blask. Nie wysusza, ale też nie jest super-pielęgnacyjny. Kupię z pewnością pełnowymiarową wersję.
- Last, bu not least - cień pojedynczy MAC Quarry stosowałam w załamaniu powieki do kompletu z Nudes H&M. Brąz z kroplą fioletu, matowy. Nie jest suchy, rozprowadza się bez plam po powiece i dobrze blenduje z innymi cieniami.
Uffff to już wszystko. Następni ulubieńcy miesiąca z pewnością będą bardziej wiosenni :)
A na koniec mała niespodzianka, Czytelniczki odwiedzające mojego FB już widziały ;)
Od lewej: 404, 503, 211, 305 :)
i jeszcze jedna, ważna prośba :)
Jutro wyjeżdżam do Wrocławia w Bardzo Ważnej Sprawie. Uprasza się o trzymanie kciuków mocno od godz. 11 do końca dnia ;) Istnieje szansa, że przeprowadzę się do tego miasta na jakiś czas, ale nie zapeszam.
Miłego popołudnia
M.


