poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Lipstick Week Day 1. Essence Lipstick - 44 Almost Famous, czyli lepsza wersja moich ust

It's Friday, Friday, Friday, and then... a nie, to nie to ;) It's now. It's official. It's a Lipstick Week! Cieszycie się? :D


Pomysł na Tydzień Szminkowy wykiełkował w mojej blond główce kilka tygodni temu. W końcu szminek używam praktycznie codziennie, więc czemu by nie zrobić recenzującego przeglądu i nie pokazać Wam moich typów w danych kategoriach :) Ale zawsze było coś innego do zrecenzowania, jak kolejny lakier do paznokci np... albo nie miałam czasu na zrobienie dobrych swatchy, albo wydarzyło się pińćset tysięcy innych rzeczy, zdecydowanie przeszkadzających mi w realizacji tego planu. W końcu jednak spięłam się wewnętrznie i tak oto w pierwszy dzień pierwszej takiej akcji na moim blogu prezentuję Wam całkiem niedawny nabytek czyli szminkę numero uno: 


A jest to, jak już się pewnie domyśliłyście Almost Famous od Essence :) 


Czerwony kolor opakowania i nasycony sztyft wskazywałyby na głęboki kolor. Nic jednak bardziej mylnego, bo kto znam te szminki wie, że wszystkie one są pół transparentne, nie inaczej jest i w przypadku AF.  

Sztyft ma kolor lśniącej, chłodnej, lekko malinowej czerwieni. Nie ma drobinek brokatu, jako jeden z niewielu kolorów w tej serii i chwała mu za to :) Nałożony na usta nadaje im kolor ciemniejszego różu/jasnej czerwieni z mokrym połyskiem, ale nie wygląda on tak błyszczykowo (obślinione wargi ;)) tylko znacznie dyskretniej, po prostu efekt podkreślonych, kuszących ust, który są w optyczny sposób powiększone, a moja dolna warga wygląda jak reklama silikonu... ok, żartuje :D Ale naprawdę efekt bardzo mi się podoba. Nie jest sztuczny, nic nie spływa z ust i nie ma migrujących wszędzie drobinek. Żeby uzyskać kolor zbliżony do sztyftu trzeba by chyba pół tej szminki zużyć, a tego nie proponuję, bo zbyt wiele warstw nieestetycznie osadza się w zagłębieniach ust i jest to widoczne. 2 - 3 pociągnięcia spokojnie wystarczą. Jako, że szminka nie jest kryjąca w zależności od naszego bazowego koloru ust, uzyskamy ciemniejszą bądź jaśniejszą barwę. 

Myślę, że odcień lepiej będzie pasował chłodnym/neutralnym typom, ale jest na tyle uniwersalny, że i ciepłe Dziewczyny się w nim odnajdą :)

A teraz uwaga, niespodzianka. Myślałam, że cały kolor zniknie wraz ze zjedzeniem/'spiciem' szminki, a tu proszę, musi mieć choć trochę barwnika, który wżera się w usta niczym BeneTint, bo zostawia różową, bardzo naturalną warstewkę, która pozwala mieć usta nadal podkreślone, choć już bez blasku :) 

Jeśli czytałyście poprzednie moje recenzje essencowych szminek, wiecie, że miałam problemy z wysuszaniem ust. W tym wypadku nie mogę powiedzieć, że problemu nie ma, ale jest on znacznie mniejszy niż w przypadku pozostałych kolorów. Zapobiegawczo jednak nadal kładę pod nią Carmex/inny doustny nawilżacz, żeby nie mieć żadnych suchych skórek, bo szminka sama z siebie z pewnością ich nie naprawi :)

Trwałość? 2-3h i musimy się dosmarować, o ile chcemy mieć znów błyszczące usta. Jest wydajna, więc nie skończy się zbyt szybko, ale i tak 8.99zł za nią to nie jest wygórowana kwota, tym bardziej, że zdarzało mi się kupować szminki dużo gorsze, za 10x większą kwotę. 

Opakowanie jak zawsze w kolorze szminki, ze srebrnymi napisami, które nie ścierają się tak łatwo, a plastik jest odporny na zarysowania ;) Pachnie jak guma balonowa albo inne landrynki, słodko w każdym razie, ale jest bezsmakowa. 
Kolor w skali macro

Światło dzienne, słoneczne nie bezpośrednie 
Blasku nie ma, kolor został ;) Czyli Almost Famous po spotkaniu z kubkiem latte ;)

Gdybym miała ocenić Almost Famous w szkolnej skali dostałaby ode mnie mocne 4, bo jednak ma wady, które niby nie są duże, ale na tyle widoczne, że nie mogę jej nazwać ideałem ;) 

A jaka jest Wasza ulubiona szminka podkreślająca kolor ust? Chętnie posłucham kolejnych typów :)

Pozdrawiam słonecznie i weekendowo ;)
M.

11 Questions Tag - Imprevisivel pyta, Mary odpowiada

Kolejny tag który do mnie przyleciał :) Tym razem od Imprevisivel :)




Zasady:
1. Po przeczytaniu 11 pytań zadanych przez  Tagera, odpowiadamy na wszystkie na swoim blogu.
2. Następnie wybierasz 11 osób,które tagujesz i zamieszczasz linki do nich.
3. Tworzysz 11 nowych pytań, na które będą musiały odpowiedzieć osoby otagowane.
4. Powiadom osoby przez ciebie wybrane ze zostały otagowane.
5. Daj taga osobom , które jeszcze go nie miały.



Pytania na jakie przyszło mi odpowiadać: 



1. Jaka jest Twoja ulubiona maska do włosów ?
Aloes i Granat Alterry, ale nie należy trzymać jej zbyt długo, bo wtedy działa przeciwnie niż efekt zamierzony

2. Czy olejujesz włosy >
Tak, przynajmniej raz w tygodniu. 

3. Jaki jest kosmetyk bez , którego nie możesz żyć ?
Oh Gad, trudne pytanie ;) Nie miałam w głowie natychmiastowej odpowiedzi na to pytania, więc chyba takiego nie ma, ale gdybym miała wybrać, to jest to żel do higieny intymnej Perfecta Mama, którym normalnie myję twarz a na wyjazdach zastępuje mi żel do twarzy, ciała i szampon :)

4. Twój ulubiony tusz do rzęs? 
Nie mam ulubionego, ale chyba będzie to 2000 Calorii, po wczorajszych testach okazało, się, że jest nawet lepszy niż zapamiętałam :)

5. Jaki blog o pielęgnacji włosów polecasz ?
Czytam dużo blogów poświęconych włosomanii, ale jako kompedium wiedzy i dobry blog na początek - 

6.Czy uważasz , że odstawienie silikonów (w pielęgnacji włosów) jest słuszne ?
Nie należy z nich rezygnować całkowicie, ale u mnie ich odstawienie dało włosom naprawdę dużo dobrego

7.Który element makijażu jest u Ciebie obowiązkowy ?
Bez pomalowanych rzęs wyglądam jak topielec, więc bez tuszu ani rusz!

8.Ile miesięcznie wydajesz na kosmetyki ? ;>
Wolę nie wiedzieć ;)

9.Wyznajesz zasadę tanie nie znaczy złe ?
Owszem. 

10.Jaka jest Twoja urodowa obsesja >
Dłonie i paznokcie. Moja duma i zarazem najbardziej wystawiona na niekorzystne warunki część ciała. 

11.Czy ktoś z Twojego otoczenia wie , że prowadzisz bloga , czy jest to Twój mały prywatny świat ? ;>
Mój Mężczyzna, który dopinguje mnie w prowadzeniu tego miejsca i małe grono znajomych, które mi kibicuje,  a także część tych wirtualnych znajomych, którzy wiedzą, że La Frambuesa to ja :)

Kogo taguję? 
Wszystkie moje Obserwatorki, czujcie się otagowane, oraz Wy drogie Czytelniczki, do których tag jeszcze nie doleciał, a chciałybyście odpowiedzieć na poniższe pytania :) 

1. Skąd wzięła się nazwa Twojego bloga?
2. Oczy czy usta? Co podkreślasz w makijażu najczęściej? 
3. Jaki lakier do paznokci jest Twoim ulubionym? (wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać ;)) 
4. Kosmetyki jakiej firmy wysokopółkowej lubisz i dlaczego? 
5. Skąd pomysł na prowadzenie bloga ?
6. Czy jesteś włosomaniaczką?;)
7. Gdybyś miała polecić komuś jeden kosmetyk kolorowy, który jest niezawodny, i u Ciebie sprawdza się zawsze, co by to było?
8. Czy używasz polskich marek kosmetycznych? 
9.OPI, Essie czy China Glaze? ;)
10. Torebkowy niezbędnik, czyli co nosisz w podręcznej kosmetyczce :)
11. Czy formuła kolekcji limitowanych przemawia do Ciebie, czy reguła niedostępności na Ciebie działa? :)

Pozdrawiam

M. 

niedziela, 29 kwietnia 2012

Weekendowy haul - TK Maxxx I love U :)

Cześć! 

Zobaczcie co przyniosła mi niespodziewana wizyta w TK Maxxx w dniu dzisiejszym ;) Poszłam do Super-Pharm'u w poszukiwaniu pędzli Eco Tools, których oczywiście nie było, a skończyłam z kolejnymi lakierami. Ciężkie jest życie kosmetoholiczki ;) Oprócz zestawu Color Club upolowałam kolejnego malucha Max Factor, który tak jak i lakier pokazywany w TYM poście był przeceniony z 17.99zł na 13.49zł, ten nazywa się Odyssey Blue i jest granatem opalizującym na fiolet i turkus <3 Tusz to klasyczne 2000 Calorie, ale z podwiniętą szczoteczką i w nowej szacie graficznej. Poprzednio używałam go jakieś 7 lat temu, zobaczymy czy nadal jest tak dobry jak był wtedy;) 
Color Club Alter Ego Reveal Your Mystery Collection- przynamniej w teorii ;)
L-R:  Coral Cascade, Take Me To Your Chateau , I Believe in Amour, Who Are You Wearing?,  Pardon my French, Edie,
Top/Basecoat
Max Factor 43 Odyssey Blue, 2000 Calorie Curved Brush 
I na koniec mały spoiler: 
Cały następny tydzień poświęcony będzie szminkom, jak widzicie poniżej. Mam nadzieję, że spodoba Wam się moja idea Lipstick Week ;) 



Pozdrawiam Was gorąco, u mnie 30 stopni i praży niemiłosiernie :) Mam nadzieję, że u Was jest równie ładnie i słonecznie :) 
M. 

sobota, 28 kwietnia 2012

Rouge Bunny Rouge - Delicate Hummingbird 017 Eyeshadow

Cześć
Dzisiejszy post będzie o kosmetyku marki, którą widuję na polskich blogach rzadko. Wystarczająco rzadko, żeby wrzucić do sieci swatche tego pięknego koloru :)
Rouge Bunny Rouge to marka brytyjska dostępna w Polsce w wybranych Douglasach. Cechą charakterystyczną są proste czarne opakowania z białymi elementami baśniowej stylistyki i nazwy, które ją odziwerciedlają. Esencja Antracytu, Królewski Gołąbek, Papirusowy Kanarek czy Preludium w Obłokach to tylko próbka zdolności firmy ;) Mnie osobiście taki koncept przekonuje całkowicie, ale ja uwielbiam wszelkiej maści fantasy, więc być może to tylko zboczenie ;) Gdyby tylko pozwalał na to portfel zapoznałabym się bardzo chętnie bliżej z ofertą tej firmy, na razie jednak zbieram na TO cudo, które testuję z próbki podarowanej mi przez wizażystkę RBR i testy są więcej niż zachwycające :) 
Wracając jednak do meritum czyli cienia: Delicate Hummingbird czyli Delikatny Koliber to trudny do zdefiniowania fiolet z nutką brązu i lawendy, ale idealny dla zielonookich (sprawdziłam na sobie ;)).

Czyż one nie są słodkie? ;)

piątek, 27 kwietnia 2012

Essence Lipstick - 55 Coralize Me!, czyli jak dałam się się zrobić na koralowo ;)

Dzień dobry słonecznie! Pogoda za oknem sprzyja ładowaniu baterii, a plany na zbliżającą się majówkę nastrajają więcej niż optymistycznie :) Mam nadzieję, że Wasze są równie fajne jak moje, i że minie ona w dobrych nastrojach  :)

Na fali mojego uwielbienia do brzoskwini i koralu we wszelkich odmianach, które wraca corocznie na wiosnę i gwałtownej potrzeby kupna kolejnej szminki (znacie to uczucie, Siostry Kosmetoholiczki?;)) padło na Essence Coralize Me! (swoją drogą, co oni mają z tymi wykrzyknikami w nazwach? kolejny kosmetyk Essence i wykrzyknik :)) w, jak sama nazwa wskazuje, odcieniu jasnego koralu z dodatkiem brzoskwini... i brokatu jak okazało się po wyjściu ze sklepu :/ (przeklęte światła w drogerii!) Świecidełek w planach nie miałam, ale skoro wyszło jak wyszło, nie pozostało mi nic jak tylko czekać na efekty naustne, które prezentują się tak jak poniżej:) 

czwartek, 26 kwietnia 2012

Z górki po pazurki - zahoduj szpony na wiosnę, czyli post z dedykacją ;)

Cześć! 

Jak obiecałam wczoraj, tak słowa dotrzymuję :) Post z osobistą dedykacją dla przemiłej Tanyi, która poprosiła mnie o pokazanie w jaki sposób pielęgnuję swoje szpony.

  1. Zaczynam, jak to zwykle bywa, od zmycia lakieru :) Zmywacz, którego aktualnie używam to produkt z Lidla, kupiony dla aplikatora. Sam zmywacz jest dość średni i mimo, że dobrze zmywa to wysusza skórki masakrycznie. 
  2. Po zmyciu lakieru wykonuję peeling mieszanką hande-made: oliwka/olejek + cukier albo gotową z Sephory, zmywam go i nacieram płytkę plasterkiem cytryny. 
  3. Czas na skórki! Nakładam żel Essence na 1-2 minuty i po tym czasie odsuwam skórki i błonki z paznokcia patyczkiem. Jeśli coś wystaje za bardzo, traktuję to wycinaczką do skórek :) 
  4. Polerka idzie w ruch, najpierw cześć bardziej ziarnista, potem wygładzająca, ale nie częściej niż 1 w tygodniu. Jeśli mam taką potrzebę nadaję kształt pazurkom szklanym/papierowym pilnikiem, metalowych przestałam używać i od tego czasu paznokcie się nie rozdwajają. 
  5. Odżywiamy pazurki! Mieszam w proporcjach 2:1 krem do rąk (na zdjęciu) z olejkiem (Alterra, albo olej kokosowy) i takim mixem smaruję dość obficie dłonie, zakładam rękawiczki bawełniane i przynajmniej 30 min w takim stanie egzystuje ;) 
  6. Po wchłonięciu kremu, przecieram samą płytkę zmywaczem, aby ją odtłuścić i nakładam 1 warstwę odżywki Eveline 8w1, lakier kolorowy, opcjonalnie jakiś brokatowy topper i zawsze 1 warstwę Seche Vite, dzięki czemu po 10 minutach mam suche paznokcie. 
Efekty żelu do skórek: 
Mam nadzieję, że widzicie różnicę ;) 
Kompletny mani robię przeważnie raz na 7 - 10 dni. Kiedy tylko się da nakładam na ręce krem, czasem z olejkiem, czasem sam, na noc to pozycja obowiązkowa. W same skórki wsmarowuję olejek, np. oglądając seriale na kompie lub robiąc coś równie produktywnego ;) Normalny mani (wersja ekspresowa ;)) to odżywka jako baza + lakier kolorowy + Seche, po wyschnięciu smaruje grubo kremem i nakładam rękawiczki. 
Jaki już parokrotnie pisałam z racji "zawodu" mam ręce ciągle w wodzie/rękawiczkach nitrylowych/bawię się z odczynnikami, więc moje dłonie muszę mocno dopieszczać, aby cieszyć się ich zadbanym wyglądem :) Dlatego też tak bardzo cieszą mnie wszystkie Wasze pozytywne komentarze na temat moich paznokci, widać, że moje sposoby działają i trzymają pazury w formie :) Dziękuję za nie, nawet nie wiecie ile radości mi sprawiacie :) 

Mam nadzieję, że moje wypociny na coś Wam się przydają i skorzystacie z moich rad, tak jak korzystam z Waszych :)

Pozdrawiam
M.

środa, 25 kwietnia 2012

Koncert życzeń u Blonde Shopaholic :)

Co tu dużo mówić, formuła jaką zaprezentowała Nam Blonde Shopaholic jest dość hmmm... niespotykana :)

Nie jest to rozdanie ani konkurs, ale 3 szczęśliwie wskazane przez los/internetową maszynkę losującą ;) osoby dostaną dokładnie to czego chcą i co wcześniej przedstawiły w komentarzu :) Ja już zostawiłam swój typ a Wy?
Jedna z propozycji autorki tego koncertu :) 

http://blonde-shopaholic.blogspot.co.uk/2012/04/realizuje-wasze-wish-listy-koncert.html tutaj należy zanosić swoje prośby :)

Życzę powodzenia Wam... i sobie też ;)

Help me! - czyli Wasze rady dla mojej cery :)

Dziewczyny dzisiaj będzie inaczej :) Zamiast prezentować swatche lub opinie, chcę usłyszeć/przeczytać jakie są sprawdzone przez Was sposoby na skórę, która jest wyjątkowo trudna w pielęgnacji, a której posiadaczką jestem :) Wierzę, że macie swoje sztuczki pielęgnacyjne, naprawdę sprawdzone produkty i nie tylko, którym mogę zaufać
A żebyście wiedziały o co mi chodzi krótki opis tego z czym użeram się na co dzień :) Zapraszam na trochę marudzenia: 
W chwili obecnej moim największym zmartwieniem są rozszerzone, zanieczyszczone pory, szczególnie na nosie i wokół niego - paskudne zaskórniki. Do tego dochodzi dość jasna karnacja na której widać każde zaczerwienie i przebarwienie jak na dłoni. Nic mi po najlepszych podkładach jeśli nie mam równej cery, bo typowe szpachle jak Colorstay są dla mnie zbyt mocne (stosowałam i przekonałam się). Poza tym jeśli na nierówną twarz nałożę podkład, często mam wrażenie, że podkreśla on dodatkowo wszystko co jest niedoskonałe na buzi. Stosowałam ich już wiele, z każdej praktycznie półki i najgorszy okazał się Dior (a to ci niespodzianka ;)). Obecnie jeśli w ogóle używam podkładu, wybieram MACowe Face & Body, które mimo naprawdę lekkiej konsystencji ma przyzwoite krycie i nie robi maski. Ale dość o kolorówce :) Wróćmy do moich twarzowych paskud ;) Do rozszerzonych porów doszły ostatnio podskórne grudki, których nie umiem niczym wytępić a które rozsiały mi się po całym czole. Nic mnie nie zapchało bo stosuję tą samą pielęgnację pod ponad roku, więc wykluczam czynnik zewnętrzny. O naprawdę mocnych cieniach pod oczami nie wspomnę :/ Wyprysków ropnych już nie mam, czasem przedokresowo coś wyskoczy, ale jest małe i szybko znika. Cera przetłuszcza się średnio i tylko w strefie T, dużo zależy też od tego jaki podkład i puder mam akurat nałożony. 
Pomyślicie pewnie, czemu nie pójdę do dermatologa. O tym temacie wolałabym się nie wypowiadać, bo wydałam zbyt dużo pieniędzy na nich, a ani jeden nie pomógł, mimo czasem nawet kilkuletniego stosowania się do ich zaleceń. 
Tak więc macie niejaki zarys tego co mnie każdego dnia wita w lusterku. Co robiłam do tej pory? Raczej zapytajcie czego nie robiłam... 

  • Kwasy różne, włącznie z zabiegiem złuszczania kwasem migdałowym w gabinecie dermatologa, który poskutkował masakrycznym wysypem i niczym więcej. Serio, bity tydzień siedziałam w domu, a po zejściu syfów moja twarz nie wyglądała ani grama lepiej. 200zł poszło się paść, ale mówi się trudno. Stosowałam Diacneal, który nawet trochę podziałał, ale też do pewnego stopnia i Effeclar Duo, który działał przez 1 miesiąc a potem pory wróciły do swojej wielkości pierwotnej. 
  • Z kremów w tej chwili odstawiłam wszystko poza Cetaphilem i emulsją Sanoflore z trawą cytrynową (najlepszy krem jakiego zdarzyło mi się do tej pory używać), bo mnie zapychało, albo nabłyszczało. 
  • Twarz myję jedynie żelem do higieny intymnej dla matek karmiących Perfecta Mama Dax'a (miny ludzi, którzy widzą opakowanie są bezcenne ;)) na zmianę z mydłem Alep (cera jest wygładzona), wszelkie żele do twarzy poszły w niepamięć już dawno, tak jak i mleczka i toniki z alkoholem. 
  • Jako maseczki używam glinek, ale czystych, bez tych wszystkich zapychających dodatków i moich ulubionych alg Bielendy *_*, stosowałam też serum z wit. C Aurigi, ale musiałam zrobić przerwę, bo cera za bardzo się przyzwyczaiła. 
Tak więc znając mój program pielęgnacyjny, co proponujecie? Chciałabym złożyć niedługo pierwsze zamówienie na ZSK i zastanawiam się co oprócz kwasu hiaulronowego i hydrolatu oczarowego powinno się w nich znaleźć? 

Mam nadzieje, że nie zawiedziecie mojej buzi, bardzo na Was liczy ;) Ja tym bardziej ;)

Pozdrawiam Was serdecznie
M. 

Ps. W przygotowaniu mam post o tym jak pielęgnuję moje szpony, o który prosiła kiedyś Tanyia :) Zajrzyjcie jutro, poznacie moje sposoby :)

wtorek, 24 kwietnia 2012

Essence Stay All Day Eyeshadow - 05 Camp Rock

Kolejny kremowy cień Essence dołączył do mojej kolekcji, po zauroczeniu jego dwoma poprzednikami KLIK!, tym razem niestety w cenie regularnej - 11.99zł. Poluję jeszcze intensywnie na odcień miedziany, ale jak na złość w 5 punktach, w których mają szafy Essence akurat jego nie było :/  
Dla przypomnienia:  5.5g cienia otrzymujemy za kwotę podaną powyżej, należy go zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. 


Camp Rock 05 metaliczna zieleń wymieszana z szarością, czasem wpadająca w oliwkę/khaki, bardzo niejednoznaczna. W opakowaniu jest ciemniejsza niż na powiece, po dobrym roztarciu otrzymujemy tylko mgiełkę ciemnego srebra na powiece, jeśli chcemy jasnego proponuję kolor Stars & Stories 04, czyste, metaliczne srebro :) Spodziewałam się zobaczyć nieco więcej zieleni na powiece, ale to co wychodzi też nie jest złe. Podkreślam nim oczy na co dzień, kiedy chcę je zaznaczyć, ale nie użyć ciemnego cienia, daje lekki (naprawdę lekki) efekt smokey po roztarciu. Cień jest gęsty i kryjący, w zależności od sposobu nakładania możemy otrzymać plamę koloru (gęsty, płaski pędzel) lub mgiełkę (palec). Zasycha w miarę szybko, ale nie na tyle błyskawicznie by nie można było dokonać poprawek. Kiedy już utrwali nam się na powiecie, trzyma się jak przyklejony przez nawet i 10h, czyli nie różni się za bardzo od swoich poprzedników ;) Nie muszę nakładać nic pod spód, aby mieć szybki i ładny makijaż oka, bo wystarczy mi sam ten cień + ew. jakiś pudrowy na wierzch. Czasem używam go jako bazy do roztartej na linii rzęs kreski, zamiast wyrazistej czerni, która jest dla mnie zbyt graficzna na co dzień. Oko jest podkreślone, ale nieprzesadnie.
Paznokcie mam nadal długie, więc nakładanie paluchami jest nieco problematyczne, używam zamiast nich płaskiego pędzelka do cieni z Sephory i małego, języczkowego do trudniej dostępnych miejsc (kąciki, linia rzęs). Stemplując miejsce przy miejscu uzyskamy naprawdę nasyconą, mocno metaliczną warstwę. 
Jest naprawdę wodoodporny, to nie ściema, ale przy zmywaniu płynem micelarnym, żelem lub oliwką nie mamy żadnym problemów z demakijażem. 

Opakowanie jest plastikowe, z wieczkiem w kolorze cienia, co jest przydatne jeśli mamy więcej niż jedną sztukę w kosmetyczce ;) Odporne na urazy mechaniczne ;) i lekkie, szczególnie w porównaniu ze szklanym słoiczkiem Chanel.  I co najlepsze mój egzemplarz był oklejony taśmą od nowości, wiec niemacany <jupi> Chociaż raz zdarzyło mi się trafić na ten cień w wersji nie zbeszczeszczonej ;) 

Swatche:


Porównanie z Rock Chic

Na oku, roztarty u góry pigmentem MAC Aurora (tusz jest po ~6h noszenia, nieco się skruszył)
Zdjęcie prezentujące przyciemnienie tęczówki przez Camp Rock, mam nadzieję, że dostrzeżecie cokolwiek:)
 Wybaczcie głupią minę, na co dzień jestem mniej  przestraszona ;) 

Posiadaczki podzielcie się się swoimi ulubionymi połączeniami kolorystycznymi :) Co nakładacie na niego (nie) lub z czym mieszacie :) Nie-posiadaczki, naprawcie swój błąd i pędźcie do sklepów ;) 

Pozdrawiam
M. 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Essence You Rock! nail polish - 05 Speed of The Light Blue, czyli Best.Blue.Ever!

Cześć! 

You Rock! to limitka, która gościła w Naturach ok. roku temu. Dlaczego przypominam o niej dopiero teraz? Bo ostatnio wyciągnęła z czeluści lakierowego pudła mojego niebieskiego Świętego Graala, którego pokazywałam Wam już w TYM poście :) Dziś przyszedł czas na osobną recenzję :)



niedziela, 22 kwietnia 2012

Maybelline Watershine lipstick - 51 Peach Juice, czyli błędy młodości :)

Kilka lat temu, za moich czasów licealnych firma Maybelline była bardzo popularna i naprawdę szeroko reklamowana w prasie dla nastolatek. Kosmetyki dostępne były praktycznie wszędzie w cenie całkiem przyjaznej dla nastoletniej kieszeni. Szczególnie dobrze sprzedawały się serie Watershine (mokry blask) i Watershine Diamonds (mokry połysk + brokat). Dostępne w nich były różne typy błyszczyków i szminek, sama przetestowałam chyba wszystkie ;) Przypuszczam, że i Wy, moje drogie Czytelniczki miałyście do czynienia z tymi produktami :)

Szminka, którą chcę dzisiaj przedstawić to podobno brzoskwinia z serii Watershine. Kłamstwa są dwa: kolor i nazwa serii, bo szminka jest różowa i ma w sobie brokat, całkiem sporych rozmiarów.


Dla własnego usprawiedliwienia dodam, że kupowałam ją na szybko i nie do końca popatrzyłam na nią dokładnie ;) A skoro już mam ją w swoim asortymencie wypadałoby kilka słów powiedzieć.
Peach Juice to chłody róż z brokatem, który pokrywa usta pół transparentną warstwą koloru z przewagą brokatu. W zależności od naturalnego koloru naszych ust, szminka będzie ciemniejsza lub jaśniejsza. Sztyft jest kremowy, ale tępy i dość tłusty, zostawia na ustach paskudne wrażenie lepiącej się warstewki. Drobiny brokatu są drapiące, a szminka podkreśla wszystkie suche skórki osadzając ten brokat na nich. Więcej niż dwie warstwy mażą się i nierówno rozkładają, więc wydajność takiego produktu jest całkiem przyzwoita ;) O trwałości nie ma co mówić, góra 30 min. i zostajemy z piaskiem na ustach.
Całościowy efekt jest sztuczny i dość tandetny, nawet w połączeniu z moją naturalną kolorystyką, która potrafi wiele znieść ;) Róż jest zimny, brokat widoczny i wyglądam jak karykatura Barbie ;) Bubel i tyle.

Opakowanie to lśniący fioletowy plastik, odporny na zarysowania i całkiem trwały jak na to czego się spodziewałam, kosztowała ok. 17 zł jeśli dobrze pamiętam.
W tej chwili jest to produkt wycofany, serię tych szminek zastąpiła Color Sensational, ale niektóre odcienie nadal są sprzedawane pod inną nazwą i wyższą ceną.

Poniżej zdjęcia tego co udało mi się nią wyczarować, niech Was nie zwiodąna żywo wygląda o wiele gorzej.



Jakie były Wasze przygody z tymi szminkami? Czekam na opinie :)

Pozdrawiam
M.

MAC and Carine Roitfeld Collection for fall 2012

W internecie kilka dni temu pojawiła się zapowiedź kolejnej kolekcji MAC na jesień 2012. Tym razem jej gwiazdą jest Carine Roitfeld - wieloletnia dyrektor naczelna francuskiego Vogue'a, która obecnie pracuje nad różnymi projektami, m.in. nad swoim pismem CR Fashion Book, które zadebiutuje we wrześniu. Pracowała także jak stylistka dla kampanii Chanel na jesień 2011 i wiosnę 2012. 


Pierwsze oficjalne zdjęcia zrobione przez Mario Sorrentiego


Co znajdziemy w kolekcji? 20 kosmetyków, które zgodnie z wizerunkiem Carine pomogą nam podkreślić mocno oczy, uczynią brwi wyrazistymi a usta pozostawią w odcieniu nude. Współpraca Francuzki z firmą MAC objęła nie tylko paletę kolorów, ale także nazwy i opakowania. To na razie tylko wstępne informacje, dy tylko pojawią się konkrety post będzie update'owany. 


Myślę, ze możemy spodziewać się czegoś bardzo wyrafinowanego i francuskiego ;) I mam nadzieję, ze ta kolekcja wejdzie do Polski bo prezentuje się bardzo smakowicie :) 

sobota, 21 kwietnia 2012

Dobre & wycofane vol. 003 Essence Nail Art Twins Gabriella & Troy

Dawno nie było nic z tej serii więc dziś, aby utrzymać swój status lakieromaniaczki przedstawiam ciekawą serię dwójek lakierowych - kolorowa baza i glitterowy top z wycofanej już przez firmę Essence serii Nail Art Twins. Gdzieniegdzie można dostać jeszcze niedobitki i naprawdę jeśli ktoś lubi blink-blink, polecam serdecznie praktycznie każdy kolor :) Sama dorwałam glitter z innego zestawu i Gabriellę jakieś 2 tygodnie temu i w tej chwili poluję na cokolwiek innego z tej serii ;) 

Żeby Was trochę pokusić napiszę jeszcze, że ten zestaw będzie częścią nagrody w zbliżającym się moim pierwszym giveaway'u z prawdziwego zdarzenia ;) 

piątek, 20 kwietnia 2012

Super-pharm, 3 p.m. Yes, he is here - Max Factor Max Effect 45 Fantasy Fire

Na dzisiaj miałam zaplanowane co innego niż lakier. Serio! Ale nie mogłam się oprzeć :) Wybaczcie crap'owate swatche, paskudne skórki, tylko jednego pazura i pośpiech, ale muszę podzielić się znaleziskiem :D Całkiem możliwe, że Wy już od dawna jesteście świadome faktu wprowadzenia tego koloru do Polski a to ja jestem zapóźniona... Niemniej jednak ogłaszam, że swój egzemplarz dorwałam w polskim Superpharm'ie za 17.99zł :)


Bez zbędnego gadania przechodzę do meritum :) 





Zdjęcia nawet w 1/10 nie oddają jego uroku. Kolor zmienia się w zależności od światła na tysiąc sposobów, mieni i igra ze słońcem :) 
Na zdjęciach nałożony jest na dwie warstwy Toffee to Go również dwukrotnie :) Sam z siebie jest transparentny. 


Ja go pokochałam, a jak to jest z Wami? 


Pozdrawiam weekendowo :)
M. 

czwartek, 19 kwietnia 2012

Q by Colour Alike nr 108 Światło proszę , czyli jaki lakier nie pasuje do mojej skóry ;)

Lakierowych postów ciąg dalszy :D Ale nie martwcie się na kolejne dni mam zaplanowane co innego ;) Colour Alike przewijało się już kilkukrotnie na tym blogu, natomiast siostrzana linia Q (czyt. ku ;)) gości pierwszy raz i właściwie jakościowo nie różni się od CA. W Q znajdziemy również edycje limitowane kolorów, które są niespotykane w kolekcjach lakierowych innych polskich firm, widać, że Barbra bierze sobie do serca chciejstwa i opinie klientek ;) Brawo! Sama idea wymyślania nazw przez Facebook'owe fanki jest świetna i pokazuje, że firma stawia na kontakt z klientem ;)
I mały przedsmak kolejnych zdjęć: 

środa, 18 kwietnia 2012

Oriflame Pure Colour Nail Polish - True Red, czyli klasyka czerwieni w niekoniecznie najlepszym wydaniu

Dziś nie o Essence. Dziwne, prawda? :D Ale jeśli nie o E. to o kim? Ano moje drogie Czytelniczki, o firmie z którą mam styczność jeszcze rzadziej niż z Avonem - Oriflame. Lakier ten kupiłam przypadkiem zwiedziona moim uwielbieniem do czerwieni i właściwie to gdybym miała oceniać go w skali szkolnej dostałby 4 z minusem :) Czemu? odpowiedź w dalszej części posta :)

wtorek, 17 kwietnia 2012

Essence Colour&Go - Hard To Resist 76

Kontynuując serię postów przedstawiających lakiery C&G dziś, po krótkiej przerwie wracam z granatem, któremu zgodnie z nazwą, nie można się oprzeć ;) - to Hard to Resist o numerze 76. Jest on normalnie dostępny w stałej kolekcji Essence w cenie 5.49zł za 5.5ml 

TAG: 50 pytań do...

Tag ten pojawił się jak kometa w blogosferze i rozprzestrzenił w tempie natychmiastowym :) Zostałam otagowana i ja, po raz pierwszy kiedykolwiek, przez przemiła Kasię ze Sweet & Punchy :)  


Zasady:
1. Napisz od kogo otrzymałaś tag i zamieść link do bloga osoby, która Cię wyróżniła.
2. Wklej logo tagu wpisując wcześniej swój nick.
3. Odpowiedz szczerze na 50 pytań zadanych w komentarzach pod notką.
4. Nominuj dowolną ilość blogerek, o których chcesz się czegoś dowiedzieć :)



Tak więc drogie moje Czytelniczki :) Ciekawa jestem pytań od Was i obiecuję, że na (prawie) wszystkie chętnie odpowiem :)


Kogo nominuję? Was wszystkie, które czytacie mego bloga, czy to wpadłyście na chwilę, czy też jesteście stałymi czytelniczkami.

środa, 11 kwietnia 2012

Inglot Nail Enamel 946

Cześć! 

Dzisiaj będzie o moim ulubionym Inglocie. Mój stosunek do tej firmy już znacie (jeśli nie, polecam zerknąć na post o matowym lakierze 720) tak więc będzie  i na temat :) 

Lakier ten to fuksja/intensywny róż, kremowy, całkiem lśniący. Mimo swojej niechęci do I. kupiłam, bo potrzebowałam takiego odcienia. 



Niestety zawiodłam się sromotnie. Dwie warstwy widoczne na zdjęciach nie kładą się równomiernie, robią smugi i prześwity. Trzeba się nieco napracować, żeby uzyskać gładki efekt. Pędzelek jak to w tej firmie, wąski, i trzeba się nieco namachać by pokryć całą płytkę, preferuję zdecydowanie inne kształty :) Schnie nawet w normie, ok 15 minut. Odpryskuje po 2 dniach, nawet Seche nie pomaga więc używam go w wyjątkowych sytuacjach, jak wieczorna impreza. 
Mimo, że kolor bardzo mi się podoba to nie polecam, bo ten akurat produkt to kolejne potwierdzenie, że lakiery Inglota nie są dla mnie :)


Lakiery Inglota dostępne są w firmowych salonach i stoiskach-wyspach w centrach handlowych. 16 ml kosztuje ok. 20 zł, nie wiem ile dokładnie, dawno nie kupowałam ;)  Gdyby jakość była lepsza zapłaciłabym za niego nawet i 30 zł, ale na razie mówię stanowcze NIE kolejnemu lakierowi tej firmy w mojej kolekcji. 

Czy są tutaj zwolenniczki Inglota? A może macie na niego swoje sprawdzone sposoby? Czekam na komentarze :)

Pozdrawiam
M. 

wtorek, 10 kwietnia 2012

Essence eyeshadow - 58 Cappuccino, please! - Light, please! :)

Cześć!

Jak widać essence'owa mania trwa ;) Dziś pochwalę się jednym z ostatnich nabytków - cieniem, którego używam głownie na kości policzkowe. Jak na to wpadłam? Ano znów odsyłam do wątku wizażowego o kosmetykach Essence, skarbnicy opinii i dobrych pomysłów :)


Rozświetlacze ogólnie nie są gatunkiem, który jest przeze mnie zbyt lubiany, moja trądzikowa do niedawna cera z rozszerzonymi porami niekoniecznie dobrze współgra z wszelakim shimmerem/brokatem/etc... Powoli jednak przekonuję się do efektu światła na buzi, po kilkakrotnym nałożeniu światła instant dostałam od mojego Mężczyzny masę komplementów "jak Ty dziś promiennie wyglądasz". Taaaak, Matka Natura nie zawsze jest tak hojna, ale w tym wypadku pędzel i All Over Highlighter był :D Skoro powiedziałam A to i B wypadałoby powiedzieć :D Tak więc w jedynej w mieście Naturze zakupiłam prezentowany cień i przystąpiłam do testów.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Essence Lipstick - 53 All About Cupcake

Odpocznijmy świątecznie od lakierów ;) Ale Essence Wam nie odpuszczę :D Dziś po raz kolejny pozostajemy w tym temacie, a to z racji znalezienia przeze mnie w czeluściach domowej szuflady, po prawie półrocznych poszukiwaniach, szminki AAC :) 
Kolor ten był swego czasu dość popularny na wizażowym wątku dotyczącym tej firmy, na fali owego szału skusiłam się i ja :) Jak to się dalej potoczyło, czytajcie poniżej ;) 

Jest i kaczy dziubek :D 

Lazy Sunday links vol. 001 :)

Właściwie powinno być Lazy Monday, ale potraktuję ten dzień jeszcze jako drugą część niedzieli ;) 


Z dniem dzisiejszym chciałam zapoczątkować serię postów leniwie niedzielnych, czyli 5 linków, które ostatnio mnie zainspirowały, kosmetycznych i nie tylko, prawdopodobnie będzie to również coś w stylu "mój ostatni Youtube'owy ulubieniec" albo inne bzdury, które ostatnio mi się spodobały.


Tak więc jedziemy:
Chciałam być jak Lauren Conrad i wytrwale ćwiczyłam. Nadal nie wychodzi...


Jedna z moich inspiracji na zbliżającą się dużą imprezę :) 


Mój ulubiony niebieski smokey, wykorzystany wiele razy, ale nadal zachwyca :) 


http://nailasaurus.blogspot.com/  - moje ostatnie odkrycie, warto przejrzeć archiwum, gratka dla lakieroholiczek :D 


Lana - sensacja ostatnich miesięcy. Na razie podchodzę ostrożnie do jej twórczości i silikonowych ust ;), ale czuję, ze coraz bardziej wkręcam się w ten klimat :) Strasznie podoba mi się jej gust modowy i kreacje, które wybiera na gale muzyczne :)


I na koniec coś poprawiającego mi humor przez ostatnie 2 tygodnie :)


Pozdrawiam Was serdecznie i bardzo, bardzo słonecznie 
M. 

niedziela, 8 kwietnia 2012

Dobre & wycofane vol. 002 Essence Colour&Go - 31 Hypnotic Poison

Na początku, mimo późnej pory, składam Wam najlepsze świąteczne życzenia, wiele zdrowia i spokoju dla tych które je obchodzą, a dla reszty życzenia po prostu udanego i miłego weekendu! 


Idąc za ciosem dziś publikuję kolejny lakier z serii D&W ;) Jak zwykle jest to Essence'owy produkt tym razem w naprawdę nieodżałowanym przeze mnie kolorze Hypnotic Poison. Został wycofany jesienią 2011 i do tej pory szukam odpowiednika, ale nie trafiłam do tej pory na nic godnego uwagi, albo też źle szukam ;) OPI Bastille My Heart wydawał się odpowiedni, ale nie miałam okazji go obmacać a nie znalazłam zdjęć porównawczych - może jakaś dobra duszyczka ma oba i zrobi takie porównanie dla mnie?  

sobota, 7 kwietnia 2012

Dobre & wycofane vol. 001 Essence Colour&Go - In Style 77

Dziś pierwszy post z cyklu dobre & wycofane :) Będę tu prezentować kosmetyki, które naprawdę mi się spodobały, a głupią decyzją producenta zostały wycofane z obiegu. Dopasowując się do pogody za oknem, na pierwszy ogień idzie lakier, a jakżeby inaczej... Essence - In Style :D Można go jeszcze upolować w koszyczkach wyprzedażowych w Drogeriach Natura/innych drogeriach, tak więc jeśli się skusicie, pędźcie do najbliższego możliwego źródła :) 


piątek, 6 kwietnia 2012

Metaliczne cienie do powiek OMG! Eyeshadows MIYO

Zgodnie z obietnicą i za sprawą łaskawego słońca (i programu graficznego ;)) dzis swatche popularnych w internecie cieni MIYO. Zdjęcia były robione w paskudnym świetle, starałam się z nich wyciągnąć najwięcej jak się tylko dało, ale było trudno... Niemniej jednak prezentuję to co udało mi się cyknąć ;)
Sweet Lulu 41
 Sweet Lulu to róż z poświatą metalicznej lawendy, w rzeczywistości bardziej nasycony niż na swatchu.
Lovely Lucy 43
 Kobalt, nieco bardziej wyrazisty niż na zdjęciu i nie tak przykurzony.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Giveaway'owe rozwiązanie :) + kolejny haul...

Lakierem przedstawionym przeze mnie TUTAJ, był jak poprawnie odgadła Aaliyah, Toffee To Go od Essenca ;) Gratuluję serdecznie :) 


I chciałam się pochwalić co upolowałam dzisiaj :D Moje włosy są przeszczęśliwe już teraz, a oczy nie mogą doczekać się testów :D I co gorsza to jeszcze nie wszystko co ostatnio kupiłam, ale niedługo to chyba sama się wyślę na odwyk, więc na razie koniec publicznego chwalenia się :D (Taaaa...)


Tadam: 
My Precious :D
Caluśki, praktycznie pełny stand metalicznych cieni MIYO na mnie czekał :D Chyba wrócę po kolejne kolory :) 
Od góry, jak wskazówki zegara: 45 Luxury Leila, 43 Lovely Lucy, 52 Sexi Rose,  46 Rockstar Robyn,  47 Lucky Mia , 41 Sweet Lulu

Swatche soon, jak tylko będzie trochę słońca :) 


Miłego wieczoru :) 
M. 

środa, 4 kwietnia 2012

Zagadkowy, lakierowy giveaway :)

Mam dla Was niespodziankę rozdaniową, malutką bo to dopiero początek, ale bardzo miłą :) 
Na zdjęciu przedstawiony jest lakier, który do tej pory nie był jeszcze przeze mnie prezentowany. Kto zgadnie markę i nazwę - wygrywa go :) Nie jest to edycja limitowana i spokojnie można ją znaleźć w sklepach. 
W zgłoszeniach proszę Was o podanie maila, aby miała jak się ze zwyciężczynią skontaktować :) 
Rozwiązanie konkursu jutro o godz. 20.00. 
Zdjęcia w świetle dziennym, po prawej w bezpośrednim

Życzę Wam powodzenia :) i mam nadzieję, że zagadka nie okaże się zbyt trudna ;)


Pozdrawiam
M. 


EDIT: Aaliyah, gratulacje :) To właśnie Toffee To Go jest przedstawione na zdjęciach :) Proszę Cię, podaj mi swojego maila, żeby wiedziała gdzie wysłać buteleczkę :)

wtorek, 3 kwietnia 2012

MAC lipstick - Barcelona Red, czyli sposób na codzienną czerwień

Cześć! 

Dziś co nieco o turystyce ;) Ze wszystkich miast które do tej pory odwiedziłam moje serce chyba już na zawsze skradła Barcelona. Uwielbiam wszystko co się z tym miastem wiąże, klimat, architekturę, klub piłkarski, itd... (mogłabym wymieniać, ale to trwałoby trochę zbyt długo ;)) Nie dziwne więc, że kiedy w moim ulubionym MACu znalazłam szminkę o nazwie Barcelona Red natychmiastowo pognałam do kasy :) Sam swatch pokazywałam już wcześniej TUTAJ, dziś pełnoprawna recenzja ;) 


poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Lakiery nude - porównanie z Essence Cookies&Cream

Cześć!

Ciepłe przyjęcie posta o nude'kowym C&C było dla mnie inspiracją do zamieszczenia krótkiego przeglądu posiadanych przeze mnie lakierów we wszelkiej maści beżach i odcieniach cielistych :) To tak w ramach odpoczynku od wszech obecnie atakujących nas mocnych, letnich kolorów i pasteli ;)
W bliższej/dalszej przyszłości postaram się stworzyć o tych lakierach osobne, recenzujące notki, teraz tylko swatche :)

Od góry: H&M Nerd, Essence Iced Latte, Essence Nude it!, Essence Cookies&Cream
Od góry: OPI Dulce de Leche, Vipera Jumpy 176, Inglot 842, Essence Cookies&Cream
Każdy swatch to standardowo 2 warstwy, bez topa i bazy. Przedstawione odcienie są dość zróżnicowane odcienie, dla zimnych i ciepłych karnacji, ale moim faworytem nadal pozostaje Ciasteczko ;) Najgorszy z nich wszystkich jest essence'owy Nude it!, który ma paskudny odcień kiepskiej musztardy, by nie rzecz bardziej obscenicznie ;) Szczególnie w świetle sztucznym w połączeniu z moją skóra wygląda paskudnie i chyba wyląduje u nielubianej koleżanki ;) 
Jeśli ktoś poszukuje C&C ale bez drobinek to polecam odcień Nerd H&M lakieru, który jest bardzo do niego zbliżony, ale kremowy i nadal kryjący po dwóch warstwach. 

Czy są tu jeszcze jakieś fanki cielistych odcieni? 


Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło w ten paskudny dzień 
M. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...