wtorek, 10 kwietnia 2012

Essence eyeshadow - 58 Cappuccino, please! - Light, please! :)

Cześć!

Jak widać essence'owa mania trwa ;) Dziś pochwalę się jednym z ostatnich nabytków - cieniem, którego używam głownie na kości policzkowe. Jak na to wpadłam? Ano znów odsyłam do wątku wizażowego o kosmetykach Essence, skarbnicy opinii i dobrych pomysłów :)


Rozświetlacze ogólnie nie są gatunkiem, który jest przeze mnie zbyt lubiany, moja trądzikowa do niedawna cera z rozszerzonymi porami niekoniecznie dobrze współgra z wszelakim shimmerem/brokatem/etc... Powoli jednak przekonuję się do efektu światła na buzi, po kilkakrotnym nałożeniu światła instant dostałam od mojego Mężczyzny masę komplementów "jak Ty dziś promiennie wyglądasz". Taaaak, Matka Natura nie zawsze jest tak hojna, ale w tym wypadku pędzel i All Over Highlighter był :D Skoro powiedziałam A to i B wypadałoby powiedzieć :D Tak więc w jedynej w mieście Naturze zakupiłam prezentowany cień i przystąpiłam do testów.

Cappuccino, please! to nowość na wiosnę 2012. Ma kolor jasnego, neutralnego beżu bez nadmiernie ciepłych tonów, co mnie cieszy, bo wszelkie mocne złota nie są dla mnie. Na swatch'ach w mocnym słońcu widoczny jest lekki złoty połysk, ale widać go tylko przy grubej warstwie produktu, przy jednokrotnym przejechaniu pędzlem na policzku ginie. Efekt jaki uzyskamy zależy od hojności w nakładaniu, na dzień wystarczy dotknięcie pędzla i pięknie podkreślone kości gotowe, na wieczór możemy stworzyć mocną taflę koloru, ale nigdy nie wygląda ona brokatowo lub zbyt błyszcząco, to raczej wyważony blask.
Cień zapakowany jest w plastikowe, okrągłe opakowanie, całkiem trwałe jak na tą markę. Napisy nie ścierają się od leżenia w kosmetyczce, a i otwierając nie połamiemy paznokci (jak w MIYO). Tak jak na całej serii tych cieni, tak i na wierzchu tego produktu wytłoczony jest wzorek, nadal widoczny na moim egzemplarzu, ale podejrzewam, że przy dłuższym użytkowaniu się zetrze. Cena za 2.5g - 6.99zł jest więcej niż przyzwoita. Trochę pyli przy nabieraniu, ale nie jest to dla mnie duża wada.
Trwałość - na mojej mieszanej cerze pokrytej MSFNem trwa 8h, może nie w niezmienionym stanie, stopniowo blaknie, ale mimo wszystko z twarzy się nie ściera, a drobinki nie migrują. Nie zapycha, a miałam z tym problemy w przypadku niektórych róży. 
Nie używałam go jeszcze zgodnie z przeznaczeniem, ale przetestuję przy najbliższej okazji jako rozświetlacz na łuk i w kąciki oczu :)

W tej chwili nie mam możliwości, ale zrobię w najbliższej przyszłości porównanie cienia z All Over Highlighter'em, wycofanym już, ale bardzo udanym produktem Essence. 

And here comes the swatches: ;)


U góry nałożony grubą warstwą, na dole roztarty, światło dzienne bezpośrednie

Po lewej nałożony grubą warstwą, po prawej roztarty, światło dzienne bezpośrednie,
 widać dobrze złoty shimmer w nim zawarty
U góry nałożony grubą warstwą, na dole roztarty, światło dzienne bezpośrednie 


Serdecznie polecam Wam Cappuccino jak dzienny rozświetlacz, w tej półce cenowej nie ma sobie równych :) Mam nadzieję, że przekonałam Was do zakupu ;) 

Pozdrawiam
M. 

4 komentarze:

  1. Kusicielko wstrętna. Szukałam takiego odcienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Phi! :D Idź i kup, ja u siebie upolowałam ostatni :D Nie będziesz żałować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa jaki ładny no i co będę musiała kupić:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam podobny cień z tej firmy, jednak jest bardziej wpadający w złoto, niż w kawę ;) i drugi, absolutnie mlecznoczekoladowy (numerki, odpowiednio, 02 i 06). Ten Twój jest, jak na moje oko, brakującym ogniwem pomiędzy nimi, więc trzeba się będzie za nim rozejrzeć...

    A w ogóle to witam serdecznie, wyłaniam się właśnie z cichego czytelnika na komentatora oraz osobę z własnym blogiem, na którego serdecznie zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...