sobota, 28 kwietnia 2012

Rouge Bunny Rouge - Delicate Hummingbird 017 Eyeshadow

Cześć
Dzisiejszy post będzie o kosmetyku marki, którą widuję na polskich blogach rzadko. Wystarczająco rzadko, żeby wrzucić do sieci swatche tego pięknego koloru :)
Rouge Bunny Rouge to marka brytyjska dostępna w Polsce w wybranych Douglasach. Cechą charakterystyczną są proste czarne opakowania z białymi elementami baśniowej stylistyki i nazwy, które ją odziwerciedlają. Esencja Antracytu, Królewski Gołąbek, Papirusowy Kanarek czy Preludium w Obłokach to tylko próbka zdolności firmy ;) Mnie osobiście taki koncept przekonuje całkowicie, ale ja uwielbiam wszelkiej maści fantasy, więc być może to tylko zboczenie ;) Gdyby tylko pozwalał na to portfel zapoznałabym się bardzo chętnie bliżej z ofertą tej firmy, na razie jednak zbieram na TO cudo, które testuję z próbki podarowanej mi przez wizażystkę RBR i testy są więcej niż zachwycające :) 
Wracając jednak do meritum czyli cienia: Delicate Hummingbird czyli Delikatny Koliber to trudny do zdefiniowania fiolet z nutką brązu i lawendy, ale idealny dla zielonookich (sprawdziłam na sobie ;)).

Czyż one nie są słodkie? ;)
W czarnym, lśniącym pudełeczku zamknięty jest migoczący cień z wytłoczonymi literami R tworzącymi logo marki. Nie są to zwykłe drobinki, czy metaliczny połysk, raczej delikatny blask. Cień nabiera się sprawnie na pędzelek, nawet ten najbardziej gęsty, trochę pyli, ale da się przeżyć. Podczas nakładania nie osypuje się co uważam za duży plus, zwłaszcza przy tym kolorze :) Kolor przenoszony na powiekę jest nieco jaśniejszy, niż w opakowaniu, ale po nałożeniu kilku warstw uzyskujemy efekt identyczny - roztarcie daje nam delikatnego smoka. Nakładania na mokro jeszcze nie próbowałam, ale na bazie z fioletowej kredki NYXa wygląda świetnie. Dobrze łączy się z cieniami innych marek i pigmentami, nie ma problemu z przejściami między kolorami. 
Czasem malując się w pośpiechu zapomnę nałożyć bazy i nawet solo trwałość jest świetna, potrafi przetrzymać 6-7h w niezmienionym stanie a przy moich tłustych powiekach to naprawdę wyczyn, nie roluje się i nie znika w cudowny sposób z powieki. Na Potion Primer jest nie do zdarcia. 
Oryginalnie cień zapakowany był w kartonik, który zaginął w pomroce dziejów i folię z logiem RBR oddzielającą sam cień od lusterka, którą też szybko zutylizowałam. Opakowanie jest trwałe, napisy i wzorek nie ścierają się od leżenia w kosmetyczce, a plastik nie rysuje. Otwieranie nie jest kłopotliwe i nie wymaga łamania paznokci ;) Wewnątrz znajdziemy lusterko, w którym zobaczyć możemy jedynie swoje jedno oko, nic więcej się nie mieści ;) Aplikatora brak. 
I teraz kwestia najbardziej ograniczająca czyli cena: 90zł za 2.4g cienia. Czy to dużo? Zależy jak na to patrzeć, ale jeśli mam do wyboru MACa czy RBR przeważnie wybieram to pierwsze. Koliber jest naprawdę wysokiej jakości produktem i przy większym przypływie gotówki zapewne pognam po kolejny odcień, tym razem być może matowy. 

Sesja zdjęciowa ;)
Rząd górny w bezpośrednim słońcu, dolny w cieniu 

Macie jakieś doświadczenie z produktami tej firmy lub jesteście w stanie polecić mi swoje perełki z RBR? Chętnie posłucham :) 


Pozdrawiam długo-weekendowo ;)
M. 

PS. Właśnie odkryłam, że cień pokruszył się w trakcie dzisiejszej podróży, więc uważajcie na swoje (przyszłe) egzemplarze.

2 komentarze:

  1. Do najtańszych nie należy ale kolor cudny:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałam kilka rzeczy, cień ( chyba dokładnie ten sam), róż w pięknym kolorze brzoskwinki oraz kredkę i próbki podkładów. Bardzo lubiłam kosmetyki, ale cień i róż oddałam, bo stwierdziłam, że miałam za dużo wszystkiego ( wtedy miałam też manie Kanebo, więc jakoś tak wyszło ). Teraz chciałabym kupić puder, ale czekam, aż coś mi się skończy :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...