środa, 2 maja 2012

Lipstick Week Day 3. MAC lipstick - Runaway Red, czyli klasyka w najlepszym wydaniu

Cześć! 

Trzeci dzień Lipstick Week będzie bardzo, bardzo klasyczny. Marylin Monroe, Francuzki, kreska na oku... Domyślacie się już? Tak! W środy nie noszę różu (KLIK!) tylko czerwoną szminkę ;) 



Nietrudno zgadnąć, że to kolejna MACowa propozycja ;) Tym razem będzie to limitowana Runaway Red

Czyż nie jest piękna? 
Związek mój i Czerwonej Szminki rozpoczął się całkiem niedawno. Właściwie trudno jest mi powiedzieć kiedy sięgnęłam po nią pierwszy raz, ale dokładnie pamiętam, że była to Diva Red firmy Rimmel, która najpierw przyciągnęła moją uwagę pięknym, fioletowym opakowanie a potem zawartością. Trądzik i zaczerwienia z jakimi borykałam się w tamtym czasie nie sprzyjały jednak noszeniu tak mocnej czerwieni na ustach. Cerę wyleczyłam (mniej więcej ;)), ze szminką się przeprosiłam i od tamtego czasu szukałam idealnego odcienia tego koloru, testując błyszczyki, szminki, szminki w płynie... Większość jednak była zbyt wiśniowa/różowa jak dla mnie. Zamarzyłam sobie idealnie kremową, czysto czerwoną, z delikatnym chłodnym podtonem (istnieje polski odpowiednik słowa undertones?). I żeby nie była bardzo matowa. I tak oto we wrześniu 2011 marzenie moje się spełniło, a jako Wróżka Chrzestna wystąpiła firma MAC, która była uprzejma wypuścić ten oto ideał w sztyfcie ;) 

Runaway Red pochodzi limitowanej kolekcji MAC Me Over, która trafiła do sprzedaży w Polsce w pierwszych dniach października 2011. Była też repromotowana w niedawnej kolekcji Shop/Cook w marcu 2012, ale ktoś się za bardzo pobawił z formułą i kolor był jaśniejszy i wyraźnie różnił się od tej z MMO. 

RR to kremowa chłodna, czerwień z niebieskim podtonem, nie dająca po oczach, raczej stonowana i idealna do makijażu w stylu Dity von T. (która notabene często podkreśla w wywiadach, ze używa również MACowej Russian Red), Gwen S. i wielu innych gwiazd. Na MUA jedna z recenzentek porównała efekt jaki nią uzyskamy do płatków róży i to chyba najlepsze oddanie jej koloru :) Ma wykończenie Satin, czyli kremowy kolor z delikatnym, mokrym połyskiem i taka dokładnie jest :) 

Ja przeważnie najpierw obrysowuję pędzelkiem zamoczonym w szmince kontur ust, dopiero potem wypełniam całość sztyftem, który po jednokrotnym nałożeniu rozkłada barwnik nieco nierówno. Wystarczy jednak dołożyć kolejną warstwę i wszystko już wygląda idealnie. Szminka jest mocno kremowa, ale nie rozmazuje się, raczej gładko sunie po ustach (suche skórki niewskazane ;)). Nie rozlewa się poza kontur ust i nie zjada nieestetycznie, pozostawiając jedynie kontury ;) Dla większej trwałości lubię użyć bardzo starego sposobu, czyli pomalować jednokrotnie, odcisnąć w chusteczkę i pomalować drugi raz, najlepiej pędzelkiem. Wtedy mamy idealny kolor, który jest naprawdę trwały :) 

Sam kolor na ustach przetrwa zjedzenie popcornu, sałatki i wypicie coli. Przy większych posiłkach zjada się równomiernie pozostawiając plamę koloru. Jeśli nie robimy z nią nic trwa ok 5h w niezmienionym stanie, potem blask nieco zanika :) 

Jakościowo jest świetna, nie wysusza ust i nie powoduje powstawiania suchych skórek. Barwnik wżera się w usta naprawdę mocno :) Nie wymaga nakładania balsamu pod, ale wiadomo, że jeśli ktoś ma zmasakrowane usta powinien coś nawilżającego zastosować :) Nie mogę powiedzieć, że jest jak balsam nawilżający, ale usta są w naprawdę dobrej formie, pokrywa jest kremową kołderką :) 

Opakowanie jakie jest, widać na banerze Lipstick Week, kilkukrotnie już o nim pisałam, ale powtórzę - praktycznie niezniszczalne ;) Szminka nie odbiega walorami smakowymi od reszty, czyli jest bezsmakowa i delikatnie pachnie wanilią. 

Cena to 79zł na 3g, w tej chwili jako, że była to LE prawdopodobnie osiąga na E-bay'u wyższe kwoty :) 

Kolor sztyftu jest dość mylący ;) 
Jednokrotne przejechanie sztyftem po ręce ;) 
Ostatnie zdjęcie w cieniu i to chyba najwierniejsze oddanie koloru :)
W słońcu (3 pierwsze zdjęcia) jest równie piękna, ale zdecydowanie jaśniejsza.
Dla mnie to ideał. I zasadniczo to zawaliłam sprawę, nie kupując przynajmniej 3 sztuk na zapas...A Wy? Macie swoje ulubione czerwienie? Mimo posiadania swojej ulubienicy chętnie pooglądam Wasze propozycje :)

Pozdrawiam Was nadal upalnie wręcz ;)
M. 

3 komentarze:

  1. Przepiękny kolorek. Obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czerwone szminki są najlepsze :)
    Najbardziej podoba mi się pierwszy kolorek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten sam jest przedstawiony na wszystkich zdjęciach, różni się tylko oświetlenie :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...