poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Essie Olé Caliente czyli jak nie ufać swatchom w internecie ;)


Cześć! 

Dziś obsEssie ciąg dalszy ;) Wyciągnęłam z szuflady kolor, który był moim prywatnym mini rozczarowaniem ;) 
Po obejrzeniu zdjęć zagranicznych blogerek napaliłam się na Olé Caliente, jak nie przymierzając, szczerbaty na suchary ;) Kolor pochodzi z kolekcji Navigate Her na wiosnę 2012 i w Polsce był niedostępny, a jakże! Po przewertowaniu zdjęć i sprzyjającej okazji, która nazywa się Kasia ;) zamówiłam sobie go w zamorskim kraju z nadzieją, że przyleci do mnie czerwień z podtonem malinowym. Otóż nie. Nie do końca. Kolor idealnie jest opisany na stronie: red-orange with pink undertone, na moich paznokciach jednak przeważa red z domieszką orangepink bardzo kaprysi i pokazuje się rzadko ;) 
A zdecydowanemu zróżnicowaniu kolorystycznemu swatchy (klik!) ;) przestałam się dziwić kiedy sama próbowałam zrobić mu wiernie oddające kolor zdjęcie ;) 

Z resztą swatche które są khem... średnio wierne, wrzucone na zasadzie: Jak już zrobiłam zdjęcie to zamieszczę chociaż pokazuje zupełnie inny kolor niż w rzeczywistości, to jedna z niewielu rzeczy, która mnie bardzo irytuje w blogach. Ale nie o tym chciałam więc wracam do meritum :D 


Olé Caliente to kolor właściwie ciężki do zdefiniowania. Na pierwszy rzut oka mamy czerwień, ciepłą ale nie mocno. Potem nieśmiało wychodzi pomarańczowy, ośmielony żółtym światłem słońca. Różowy zdecydowanie pokazuje się w cieniu, chociaż właściwie to bliżej mu do koralu. I to wszystko podane w kremowej formie, bez drobinek, ale za to z wysokim połyskiem. W opakowaniu jaśniejszy i bardziej różowy niż na paznokciach.
Lakier jest gęsty, choć po dwóch średnich warstwach nadal prześwitują jaśniejsze końcówki. Nakłada się bardzo dobrze, ale jedna, zbyt gruba warstwa bąbelkuje, dwie cieńsze są zdecydowanie lepszą opcją. Przy skórkach można spokojnie manewrować bez obawy zalania ich, no chyba, że ktoś za daleko podjedzie, ale to już wina indywidualna ;) Nie smuży, ale trzeba mu poświęcić minimum uwagi przy nakładaniu.
Pędzelek jest cienki i mały (to wersja US), w tym kolorze to tak bardzo minie nie irytuje jak przy CAAB, choć mistrzem wygody nie jest, nie oszukujmy się :D
Dwie warstwy schną w normie ok. 20 - 30 minut na kamień, i wtedy nic ich nie rusza ;)
Trwałości nie jestem w stanie stwierdzić, nosiłam co prawda kilka razy, ale zbyt krótko, by to stwierdzić, w każdym razie wieczór przetrwa bez problemu ;)
Opakowanie ma pojemność tak jak i europejskie - 13.5ml, w sklepie gdzie je kupuję butelka kosztuje ok. 7$. 

Zanim będą zdjęcia, chciałam tylko powiedzieć, że jak wszystkie korale tak i OC jest wyjątkowo niewdzięcznym obiektem do fotografowania. Zdjęcia dają poglądowy odcień, w rzeczywistości jest on o dwa tony ciemniejszy i bardziej różowy. Najwierniejszy swatch jaki znalazłam w necie to chyba te zdjęcia KLIK! KLIK!, natomiast nie jest on ani pomarańczowy, ani jasno-koralowy (bo i takie kolory spotkałam w necie pod nazwą Olé Caliente) ;) Starałam się, doceńcie ;) 
















Więcej nie byłam w stanie wyciągnąć w moim low-level programiku do przeróbki zdjęć ;P A i tak nie wyszło tragicznie, jak w przypadku m.in jednej z Chinek, która usilnie na zdjęciach wychodzi pomarańczowa, choć w rzeczywistości to róż ;) To Conga to my cabana, gdyby to kogoś interesowało ;) 

Pozdrawiam i oddalam się w kierunku zwanym Master Thesis ;) 
M. 

PS. Delikatnie zmieniłam logo i tło, jak się podoba? :)

25 komentarzy:

  1. O mamo!!! Jaki śliczny < ślinie się >

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu on jest lepszy w rzeczywistości ;) Paczuszka poleciała dzisiaj, przepraszam za opóźnienie :)

      Usuń
    2. Kurcze i 2 następne Essiaki na liście, jak mój Mich to wytrzyma?:D

      Usuń
    3. A logo mi się bardzo podoba, poprzednio zapomniałam napisać tak mnie ten lakier zahipnotyzował :D

      Usuń
    4. Będzie musiał przeżyć :D Nie ma innego wyjścia :P

      A dziękuję :)

      Usuń
  2. Z tej strony Natalia. Jestem nową bloggerką i właśnie napisałam swojego pierwszego posta o moich lakierach do paznokci. Mogłabyś zajrzeć i ocenić? Pozdrawiam i buziaki ;* pelelciowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprzednie logo też mi się podobało :)

    Przestała sugerować się kilkoma bardzo popularnymi blogami jeżeli chodzi o zdjęcia lakierów, niestety kilka razy się nadziałam i na paznokciach w żaden sposób nie przypominało to, tego, czym miało być.
    I większość tych odcieni nie była problematyczna w obfoceniu, nie!

    Sama lubię zrobić kolaż i wrzucić zdjęcia, które są robione pod różnym kątem oraz w różnym oświetleniu aby odbiorca miał wyobrażenie o kolorze bo przecież jeszcze dochodzi sam monitor...

    Fajny red :) i dobrze, że pink kaprysi:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to, to :) Ujęć jednego lakieru robię kilkanaście, na różnych ustawieniach, żebym potem miała z czego wybrać :)

      Poza tym kolory inne niż kremy/maty są bardzo wielowymiarowe i pod każdym kątem wyglądają inaczej.

      No kaprysi, kaprysi, ale nie ma też w nim za dużo pomarańczki i za to go lubię ;)

      Usuń
  4. Bardzo ładne logo :)
    Kolorek lakieru śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja mam wrażenie że on u mnie gubi te różowe tony i jest cieplejszy, mniej malinowy... ehh bo w sumie nie wiem - mam się czuć winna czy winna? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia koloru skóry zapewne, chociaż w tej chwili moje ręce mają ewidentnie żółty odcień ;) Nie czuj się winna, to jeden z tych kolorów, które niby nie są idealne, ale bardzo dobrze jest je mieć :)

      Usuń
  6. oj, naprawdę prześlicznie wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  7. śliczny kolor, ale przyznam Ci rację, bo ja w ogóle nie widzę tego pomarańczu. Na Twoich paznokciach prezentuje się świetnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się przerobić je tak, by kolor był jakoś oddany, stąd różny kolor skóry na zdjęciach, na to nie zwracaj uwagi :) W sztucznym świetle jest bardzie różowy :)
      Dziękuję :)

      Usuń
  8. Na Twoich dłoniach wygląda pieknie. U mnie, po początkowych zachwytach, jest lekkie zniechęcenie, bo brzydko :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieskromnie powiem, że na żywo jest lepszy ;) Moim zdaniem :) Może się przekonasz do niego :)

      Usuń
  9. Piękny jest ale faktycznie oranżu tak za diabła nie widzę. Ja w ogóle mam problem z uchwyceniem koloru lakierów. Może to wina aparatu a może braku obróbki w PS ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa takie kolory, którym nawet PS i pochodne nie pomogą :D Ja też nie używam PSa, bo nie umiem. Jak już muszę to proszę męża :D

      Usuń
    2. Są, np. zielenie, które fotografują się paskudnie, przynajmniej mnie i wszelkiej maści korale. A horror jakby to powiedział Sheldon ;)

      Możliwe też, że to co ja brałam na oranż to odbite ciepłe światło słoneczne. Dla mnie podstawą jest balans bieli i ustawienia EV w tej chwili, przy zwykłej cyfrówce można trochę poprawić kolory, a potem obróbka w programie graficznym :)

      Usuń
    3. Ja wręcz nie cierpię fotografować korali - są strasznie niewdzięczne ;) Mam tez czasami problem z błękitami wszelkiej maści.

      Usuń
    4. Ja nawet do makijaży nie uzywam PS. Aparat zjada kolory, nasycenie niemiłosiernie ale PS nie cierpię :(Na niektórych blogach aż do przesady jest wykorzystywany. Całośc traci wiarygodnośc :(

      Usuń
    5. Może to jej urok, może to PhotoShop :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...