niedziela, 21 października 2012

Essence Wild Craft LE - cień 01 Rosewood Hood

Cześć! 

Dzisiaj jak i poprzednio (i jak będzie w następnych postach przez jakiś czas :P) zaczynam od przypominajki - ROZDANIE (klik!) ;)

No a teraz możemy już spokojnie przejść do krótkiej recenzji cienia z najnowszej limitki Essenca :) Krótkiej, bo to zdjęcia są ważniejsze tym razem ;) Poza tym o cieniach z tej kategorii raczej nie ma zbyt wiele do powiedzenia (no chyba, że są ewidentnie badziewne ;)) 

Tak więc co mogę napisać o Rosewood Hood (jakże genialny zabieg marketingowy by cienie i odpowiadające im lakiery nazywać tak samo...)?  To szampański beż, ale wpadający w róż, nie za ciepły, nie za chłodny - bardzo, bardzo uniwersalny. Mimo obecności pierdyliarda podobnych odcieni w magicznym kuferku, skusiłam się i na ten, bo takiego przecież jeszcze nie mam. I w rzeczy samej identycznego nie posiadam :D RH daje efekt tafli, nie ma wyraźnych drobinek, ale w słońcu migocze prawie holograficznie, metalicznie nieco. Jest mocno napigmentowany, tym bardziej jak na tak jasny cień i wystarczy jedno dotknięcie pędzelkiem, żeby nabrać bardzo przyzwoitą ilość. A wzorek wytłoczony na nim był tak ładny, że aż szkoda było go ruszać :) Nie jest mocno pylisty, raczej nieco kremowy, dzięki czemu nie robi bałaganu w opakowaniu i na twarzy. 
Trwałość, jak zawsze piszę, to rzecz dyskusyjna. Ten akurat jest przeze mnie stosowany do kącika, na łuk brwiowy,  łuk Kupidyna, etc. więc w zależności od przeznaczenia trzyma się dłużej lub krócej, ale nałożony po Bożemu, na powiekę trzyma się bez bazy nawet i 5h a drobinki są uprzejme nie rozłazić się po twarzy. Genialnie wygląda nałożony na ruchomą powiekę przy mocnym wymodelowaniu załamania matowym brązem :) 

Czas na zdjęcia :D Najpierw obejrzyjcie go solo :) 

A teraz w oczekiwanym porównaniu z kapucynem, AOH i Mary-Lou ;) Zdjęcia zostały wykonane w świetle słonecznym, pod różnymi kątem, żeby pokazać jak zmienne są odcienie ;) W stosunku do reszty RH ma najwięcej różu w sobie :) 

1. Rosewood Hood Essence
2. Cappucinno, please! Essence 
3. Mary-Loumanizer theBalm
4. All Over Highliter Essence

Większy rozmiar zdjęcia - klik prawym, opcja pokaż grafikę w nowej karcie ;) 

I jak Wam się podoba? Udało się Wam go upolować czy też zastałyście puste miejsce na standzie? ;) 

Pozdrawiam Was serdecznie
M. 

12 komentarzy:

  1. Dobra, wypluwam to co powiedziałam, chcę keczup :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam jedynie AOH (i juz nie kupie) reszta jest świetna:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładny, szkoda,że na żaden cień z tej LE się nie skusiłam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładny, takie jasne zawsze się przydają :]

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie w drogerii przywitały pustki w szafie Essence ;<

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ładny, nie skusiłam się co prawda na nie, bo do końca nie jestem przekonana;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rosewood hood i AOH wydają mi się zbyt różowe (widziałam je tylko na Twoich zdjęciach, nie mam odniesienia do rzeczywistości). Dopiero eksperymentuję z moim pierwszym rozświetlaczem, keczupino (kto mnie na niego nakręcił na wizażu, no ktoooo? :P) i w sumie to cieszę się że ma tak małą pojemność. Nie dlatego, że nie przypadł mi do gustu, ale staram się nie popadać w kolekcjonerstwo w kolejnej dziedzinie :D a Mary-Lou kusi mnie od kilku miesięcy. Obiecałam sobie że kupię go jak wykończę cappucino, please! i mam cichą nadzieję że słowa dotrzymam.
    Początkowo co prawda odłożyłam go w kąt, przetłuszczająca się cera ma naturalny blask :p, jednak powoli zaczynam się oswajać z nowym kosmetykiem.
    Pozdrawiam :)
    Anul3k

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten cień można wygrać w moim rozdaniu, zapraszam: http://kkamilaa.blogspot.com/2012/10/rozdanie-z-essence-wild-craft-le.html Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...