piątek, 25 stycznia 2013

Bronze goddess, czyli kremowy cień Maybelline Color Tattoo 35 On and on Bronze

Cześć!

Dzisiaj dla odmiany cień z mojej ostatnio ulubionej kategorii - kremowych. Opisywałam tutaj już egzemplarze od Chanel, Catrice, Essence i L'oreal, przyszła i pora na Maybelline. 


On and on bronze zapakowany jest w słoiczek z ciężkiego szkła z wieczkiem w kolorze zawartości, za co duży plus! Po jego odkręceniu ujawnia się naszym oczom roziskrzona powierzchnia w kolorze średniego brązu, lekko ciepłego z metalicznym blaskiem. Kolor jest jednak na tyle neutralny, że pasuje do chyba wszystkich typów urody. Cień ma bardzo miękką, maślaną konsystencję, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, nie jest zbyt tłusty czy mażący się. Do nakładania najczęściej używam po prostu palca, czasem małego, płaskiego pędzelka. Kolor można budować poprzez dokładanie warstw lub rozetrzeć do błyszczącej mgiełki. Na powiece cień rozkłada się równomiernie. Ładnie łączy się z innymi kremowymi specyfikami a utrwalony cieniem prasowanym nie robi kuku. Nałożony na bazę trzyma się jak przyspawany do 12 godzin (w zależności od humorów mojego sebum ;)),  co czyni go chyba najtrwalszym kremowym cieniem z jakim miała do czynienia :) Nie roluje się i nie spływa
Minusów właściwie nie zauważyłam, to idealny cień do szybkiego makijażu, ładnie podkreśla oko, a przez mokry połysk rozświetla spojrzenie. Na pewno dobrze sprawdzi się latem, zwłaszcza przy lekko opalonej buzi. Żałuję, że w Polsce mamy go w tak wąskiej palecie kolorystycznej - w USA co rusz wprowadzane są nowe edycje, a człowiek może jedynie ślinić się do monitora :/ 
Swój kupiłam jeszcze w rossmannowskiej promocji - 40%, jego regularna cena to ok. 25zł. Dostępny w Rossmannach i SP, nie wiem jak z innymi miejscami.

A tak On and on bronze prezentuje się na swatch'ach:

Ostatnie zdjęcie z fleszem
I jak Wam się widzi taka forma cieni? Ja po paru ładnych latach nieuznawania niczego innego niż prasowane i pigmenty przekonałam się do kremowo-żelowych wytworów i wcale nie jest mi z tym źle ;) 

Pozdrawiam
M.

PS. Post ten opublikowany jest automatycznie. Na wszelkie komentarze i pytania odpowiem po powrocie, w niedzielę :)

24 komentarze:

  1. Mam, uwielbiam, uczynił ze mnie jeszcze większego lenia, niż w ogóle jestem.

    OdpowiedzUsuń
  2. ostrzę sobie ząbki na niego, ale zawsze kolor jest wykupiony.

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo ładny kolor. akurat dzisiaj testuję ten cień w kolorze Permanent Taupe, przyjemnie się aplikuje, trwałość też nie najgorsza. niestety nie ma tych cieni w moich Rossmannach, swój egzemplarz kupiłam w drogeriach Stars, gdzie wybór kolorów był ograniczony, np. nie było Twojego koloru. ale bardzo mi się podoba, więc dalej szukam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na PT czaję się od jakiegoś czasu, może uda mi się go upolować podczas jakiegoś promo w najbliższym czasie.

      Usuń
  4. Piękny ale ja chyba sierotka jestem bo nie bardzo potrafię się kremowymi cieniami posługiwać. Gromadzą mi się w załamaniach powieki i wygląda to nieestetycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz utrwalić transparentnym puder - koloru nie zmieni, a pomoże przedłużyć trwałość :)

      Usuń
  5. Hmm...
    same dobre opinie o nim czytam

    OdpowiedzUsuń
  6. wygląda pięknie ale boje sie ze bym sobie z nim nie poradziła:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma zbyt wielkiej filozofii - paluch do opakowania, pomazać po powiece i właściwie to tyle :D

      Usuń
  7. Mam biały i turkusowy i ... leżą i czekają na lepsze czasy. Nie wiem czemu, ale nie mogę się przekonać do tych cieni. Ale wezmę się w garść, bo po tym co napisałaś o On and on bronze, chyba po nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Testowałam je na dłoni - biały odpadł, bo był zbyt biały ;) a turkusowy miał drobiny brokatu, które mi nie podpasowały zbytnio. Z odcieni dostępnych w Polsce kupię pewnie jeszcze Permanent Taupe i czerń (o ile jest w ofercie).

      Usuń
  8. To moje ulubione cienie w kremie! Mam kolorów, ciągle myślę nad białym i czarnym :) Nie mogę odżałować braku zieleni w Polsce? W każdym razie są nie do zdarcia, nawet na plaży w upalne lato ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo podoba mi się taka wersja cienia ;) mi przypadł do gustu catrice made to stay ;) Mam też na oku właśnie color tattoo i loreal infallible ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię.
    Szczerze mówiąc jeśli chodzi o moją obecną kolekcję cieni to pierwszy kremowy cień kupiłam przez przypadek. Był to cień essence z limitki ballerina backstage. Nie było testera, a ja myślałam, że to sypki cień albo coś takiego.

    A dlaczego takich unikałam? Miałam jakieś złe wspomnienia sprzed lat, miałam jakieś kremowe cienie (co z tego, że z gazety twist:D) i kojarzyły mi się z totalną nietrwałością, a tu proszę.

    Tych z maybelline jeszcze nie próbowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też je miałam - wyglądały jak kolorowa wazelina z perłowym pigmentem :D Koniecznie spróbuj Maybelline, są naprawdę fajne :)

      Usuń
  11. Mam ten cień :). Wersja amerykańska nazywa się Bad to the bronze. Lubimy się, choć nie jest to ideał. Wątpię, żeby jakikolwiek cień w kremie sprawdził się przy moich tłustych powiekach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam 4 cienie z tej serii i wszystkie są świetnej jakości.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój ulubieniec :) jestem zakochana w tym kolorze, jakości i w ogóle :) we wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo łady kolor. Niestety nie używałam jeszcze tych cieni.

    OdpowiedzUsuń
  15. ja uwielbiam wszelakie alternatywy dla cieni prasowanych i sypkich... wg. mnie są najlepsze

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny kolor! lubię cienie w kremie, ale moje powieki nie ułatwiają mi ich noszenia. są dni, kiedy są suche i baza jest zbędna, a po kilku godzinach cień ściera się do załamania... a kolejnego trzyma się cały dzień. także taka loteria :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...