poniedziałek, 21 stycznia 2013

Chanel 87 Taupe Grisé, czyli w poszukiwaniu idealnego (od)cienia

Cześć! 

Gdybym miała wybrać jeden i tylko jeden ulubiony kolor cienia ( co mam nadzieje się nie zdarzy ;)) bez wątpienia powiedziałabym magiczne słowo taupe <klik>. Mieszanka szarości, brązu i fioletu sprawdza się zawsze i jest na tyle uniwersalna, że pasuje do większości stylizacji. W mojej kosmetyczce można znaleźć coraz więcej cieni i kredek w takim kolorze - poczynając od najpopularniejszego odcienia MACa - Satin Taupe, poprzez ME850 Shu Uemura do kredki Essence Taupe me! Pozostaje nadal kilka cieni, które chciałabym zdobyć m.in. Moth Brown MACa, który oryginalnie wchodził w skład kolekcji Madame B. Barbie (01.2005) a niedawno został wypuszczony ponownie w By Request (08.2012) i nie dość, że był niedostępny w PL to rozszedł się na pniu :/ Trochę żałuję, że posłałam w świat Smoke&Diamonds (kolejny kultowy kolor MACa), ale wiem, że jest dobrze wykorzystywany - prawda Kasiu? :)
Nie ustając w poszukiwaniu idealnego odcienia tego koloru w czasie wyprzedaży w Douglasie kupiłam mój pierwszy cień Chanel - 87 Taupe Grisé pochodzący z kolekcji limitowanej na jesień 2010 (nie wiem czy wszedł do stałej oferty), i nadal poluję na Fauve



Co tu dużo mówić, Chanel to klasa sama w sobie - minimalistyczny design opakowań, przepiękne kolory i dobra jakość, czyli to właściwie starsza, bardziej elegancka siostra MACa, która ma w sobie to wszystko co cenię w kosmetykach kolorowych. 

Cień zamknięty jest w dość dużym, prostokątnym opakowaniu z wytłoczonym logiem Chanel. Po otwarciu ujawnia nam się zawartość z ochronnym plastikiem oddzielającym pacynkę i cień od reszty opakowaniu i dużym lusterkiem w którym można spokojnie dokonać poprawek o ile są one niezbędne. Całość zapakowana jest w welurowy woreczek, na którym również widnieje logo. Plastik jest trwały i odporny na wszelkiego rodzaju uszkodzenia. Z tyłu opakowania umieszczony jest mały prostokąt w kolorze cienia, dla identyfikacji zapewne ;) Otwieranie bezproblemowe. Uprzedzam, ze na plastiku zostają paskudnie widoczne odciski palców, więc jak ktoś jest wrażliwy to może dostać palpitacji ;) 
Sama zawartość to na pierwszy rzut oka szarość z fioletowym podbiciem, na oku jednak ujawniają się brązowe tony. Cień ma migotliwe wykończenie, coś pomiędzy shimmerem a satyną i idealnie nadaje się do delikatnego smokey eyes, które na upartego można zrobić tylko nim. Nałożony na dolną powiekę daje bardziej miękki efekt niż kredka, a podkreśla oczy równie efektownie. Fioletowa mgiełka ładnie podbija zieloną tęczówkę. Pigmentacja jest idealna, konsystencja natomiast jest nieco sucha, inna niż produkty UD lub theBalm, ale nie sprawia problemów i nie pyli w opakowaniu. Dobrze blenduje się z innymi cieniami. 
Trwałość na bazie nie do zdarcia, solo nie testowałam. W opakowaniu mamy 2g cienia dostępnego w perfumeriach sieciowych, internetowych i serwisach aukcyjnych. Cena to kwestia względna, zdarzają się okazje, tak jak w moim przypadku ;) 

wnętrze...
....i tył
Światło dzienne, rozproszone
Światło dzienne, rozproszone
Z fleszem
Firma Chanel zdobywa powoli moje zimne serduszko, coraz więcej produktów z podwójnym C gości w moim kuferku i pokazuje, że nawet mimo niechęci należy czasem dać szansę - co znaczy ni mniej, ni więcej, iż nabyłam również nielubiane przeze mnie cienie czwórki (i nie tylko...), ale o tym w innym poście ;) 

Kupując ten cień spodziewałam się produktu luksusowego w każdym tego słowa znaczeniu i taki też dostałam. Przy sprzyjającej okazji planuję powiększyć swoją kolekcję o kilka innych odcieni, co zapewne zajmie mi trochę czasu ;)
A jakie są Wasze odczucia wobec tego koloru? Lubicie, nie znosicie, rzucacie się na wszystko co ma taupe w nazwie (patrz ja ;))? 

Pozdrowienia
M. 

13 komentarzy:

  1. Bardzo mi się kolor podoba, taki nieoczywisty ale wciąż klasyczny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Za to właśnie uwielbiam ten odcień.

      Usuń
  2. Zanotować: kiedy widzisz 'Chanel' w tytule notki, nie wolno Ci wchodzić & czytać posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. j/w


      oczu nie mogę oderwać

      Usuń
    2. Digga znielubisz mnie, ale to dopiero początek Chanelowego ciągu na tym blogu - w przygotowaniu dwie czerwienie :D sasasa cierp katusze kusicielko!

      Obsession - no co ja mogę poradzić, że on taki ładny. Zdjęcia odebrały mu i tak połowę uroku i tego fioletowego migotania :)

      Usuń
    3. DLACZEEEEEEEEEEEEEEEEGO MI TO ROBISZ :(

      Usuń
  3. Kolor jest świetny! Taupe lubię nie tylko na oku ale i na paznokciach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chanel ani mnie ziębi ani grzeje, ale kolor ładny. Bardzo ładny. Mimo że zielone oczy posiadam od ładnych paru lat, nie dorobiłam się jeszcze żadnego kreta w kolekcji.

    A opakowanie uważam za marnowanie miejsca :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Wpatruję się w zdjęcia jak głupia. Piekny kolor.

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest kolor idealny. Nie wiem jak to możliwe ale pasuje absolutnie każdemu :) Bardzo go lubię, chociaż jeszcze nie znalazłam idealnego odcienia, do moich szarych oczu pasuje taki z przeważającą ilością fioletu. Na widok tego cudeńka aż mi serducho mocniej zabiło :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubie takie odcienie, są bardzo uniwersalne. Ostatnio kupiłam piękny cień Lancome w kolorze Cuban Lights, a mam jeszczę chęć na Erika F. oba są właśnie takie "taupe" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też mam ten kolorek. Leżał sobie długo w kufrze bo używałam tylko MACowych cieni, aż pewnego dnia bum! Jejku jak ja mogłam nie używac takiego cuda ;)I teraz to nadrabiam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...