poniedziałek, 7 stycznia 2013

Moja (mini) kolekcja cieni Inglota + swatche

Cześć! 

Trzeba przyznać, że Inglot nie jest moją ulubioną firmą - w przeszłości zawiodłam się kilkukrotnie na  produktach tej marki i tak jakoś mi uraz pozostał... Pisałam o tym już na blogu kilka razy, więc moje stałe Czytelniczki dobrze wiedzą o moich odczuciach względem Inglota. Ostatnie kilka zakupów powoli przekonuje mnie jednak, że ich jakość się poprawiła i można czasem wejść tam i wybrać coś na spokojnie, a nie wbiegać "tylko po zielony lakier" i wybiegać zaraz po kupnie ;) Skutki takich spokojnych zakupów to pięć cieni zamkniętych w upierdliwej nieco palecie, ale o tym za chwilkę ;) Całość prezentuje się tak jak na zdjęciu poniżej: 

402, 153 LE Noble, 407, 420, 446
Jak widać nie jestem oryginalna i żelazne masthewy inglotowe - 402 i 420 znalazły się i u mnie ;) 

Zanim jednak o samych cieniach to chciałam złożyć serdeczne gratulacje idiocie (no offense!), który zaprojektował tą paletę. Naprawdę, to musiał być facet! Przed chwilą chcąc dostać się do spodu cienia wydłubałam jego róg (co tłumaczy też ubytek w 402 - to sprzed miesiąca, identyczna sytuacja). Ja rozumiem, że wygląd palety jest bardzo pro, zajebisty i w ogóle, ale ja mam tego używać, a nie na to patrzeć! Dopóki mamy sztywny zestaw kolorów i nie mieszamy w nich - jest ok. Przy jakimkolwiek przekładaniu, wyjmowaniu, etc... mam za każdym razem ten sam problem - jak wepchnąć pilniczek między plastik a pan i nie rozwalić przy tym produktu. Dodatkowo wieczko zbyt szybko podniesione w magiczny sposób ląduje rogiem w którymś cieniu - najlepiej jest je zsuwać :) Nie przeczę natomiast, że całość jest trwała, a magnesy porządne. Jeśli jednak MAC (i inne firmy) był w stanie zaprojektować coś o zdecydowanie przyjemniejszej użyteczności, to czemu w Inglocie nie mogą, ja się zapytuję? Przyznam, że trochę mnie to odrzuca od kupna 10tki lub większej palety. 

Dobra, wyzłośliwiłam się to teraz mogę przejść do zdecydowanie przyjemniejszej części czyli samych cieni ;) 

Na zdjęciach swatch po lewej jest wykonany w świetle dziennym, po prawej z lampą błyskową. Zaczynając od lewej w palecie mamy: 


402 - metaliczny piaskowy beż, czyli kolor, którego poszukiwałam od jakiegoś czasu, idealny na ruchomą powiekę, pasuje chyba do każdego typu urody. Nie błyszczy bardzo mocno, ale nie mogę nazwać go satyną. Sprawdza się nawet jako delikatna kreska na dolnej powiece i rozcieracz ciemnobrązowych cieni w smoku. Miękki i fantastycznie napigmentowany, ale nie pyli. Przypomina mi moje ulubione MACzki o wykończeniu Veluxe Pearl.

Inglot 402
153 - mój ostatni nabytek z LE Noble, o dwa tony jaśniejszy niż 402, dużo bardziej metaliczny i ma dodatek szarości i drobnego brokatu w kolorze jasnego złota, ale absolutnie nie wygląda to tandetnie. Bardzo miękki, może trochę pylić, ale wynagradza to rewelacyjną pigmentacją. Na dzień nadaje się nawet jako rozświetlacz kącika, ale ja wolę go łączyć z matowymi brązami w załamaniu powieki.

Inglot 153 LE Noble 
407 - miał być lepszą wersją Paradisco z MACa, który jest niesamowicie twardy i zasadniczo jest, mimo, że spośród całej piątki jest najmniej miękki i najsłabiej napigmentowany. Trzeba się nieco namachać pędzelkiem, żeby wydobyć z niego to co najlepsze - pomarańczę wymieszaną z brzoskwinią i złotem w wersji frost. Chyba będzie moim letnim ulubieńcem ;) 

Inglot 407 
420 - cień-legenda, mój pierwszy wybór spośród tych cieni po reformulacji i zmianie opakowań. Mieszanka srebra, szarości i fioletu, metaliczna. Idealny do zielonych oczu. Lubię go nosić solo - roztartego delikatną warstwą lub w komplecie z kremowym cieniem Chanel KLIK. Bardzo miękki, wręcz maślany. 

Inglot 420
and last but no least... 

446 - satynowy fiolet z ciemnoszarym podbiciem. Dobry do wieczorowego makijażu, ale trzeba nałożyć dwie warstwy, bo pierwsza daje tylko grafit z siną poświatą, mimo to pigmentacja jest dobra. Nie jest super miękki, ale też nie robi problemów. Lubię go w zestawie z fioletem z LE Wild Craft Essence i 420, przy lekkiej ręce taki zestaw sprawdzi się nawet na dzień :) 

Inglot 446
Nie testowałam ich solo, zawsze nosiłam na bazie i tutaj nie ma zarzutu, na mojej bratowej 420 przetrwała od godz. 12 do 4 rano w nienaruszonym stanie ;) 

Na razie ten zestaw w zupełności mi wystarcza, ale inne blogerki już kuszą przepięknymi odcieniami, więc nie mówię nie... Po prostu jeszcze nie teraz. Wiem za to na pewno, że jeśli zapragnę jakiegoś szalonego odcienia to Inglot będzie pierwszym wyborem - za 12 zł dostaję po prostu porządny cień. 

Wiem, że wiele z Was ma dość pokaźne kolekcje Inglota, więc czy możecie polecić mi jakieś ładne odcienie dla zielonych oczu? Będę wdzięczna, bo czasem coś wygląda niepozornie w panie, a na oku dopiero zyskuje :) 

Pozdrawiam serdecznie
M. 

41 komentarzy:

  1. Porządne cienie,takie kolory lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ma kolekcja dość pokaźna, liczy sobie 96 cieni Inglota :D Co mogę polecić dla zielonookich? Sama mam zielone ślepka i moim zdaniem do zielonych pasuje dosłownie wszystko! Dobór kolorystyki to wybór preferencji gam kolorystycznych
    Z ręką na sercu polecam :
    - 428P - przepiękny perłowo-metaliczny granat
    - 421P - perłowa ciepła czekolada
    - 144 chłodny perłowy róż z srebrnymi drobinkami
    - 691P brzoskwiniowo-koralowa perełka
    i mogę tak wymieniać i wymieniać ;)
    Inglot to mój KWC jeśli chodzi o cienie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i oczywiście 446 to mój ulubieniec :)

      Usuń
    2. Dziękuję za typy - zanotowane :)

      Usuń
  3. Mam te wszystkie kolory i uwielbiam :)
    Na wyciąganie cieni z tych palet jest fajny sposób - wystarczy do krawędzi cienia przyłożyć magnes, który znajduje się w rogu tej 'przykrywki' i cień elegancko wyskakuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, więc tak to wymyślili... Spróbuję, dzięki za podpowiedź :)

      Usuń
  4. Ha! Mam cień legendę! :D 420 ;) i z tego zbioru Twojego jeszcze 446 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... do zielonych, z tych co mam to raczej żaden się nie nada, bo mam same zielonopodobne :D Ewentualnie 338 :)

      Usuń
  5. ja słyszałam, że wystarczy magnes z wieczka palety przystawić do brzegu wkładu i on go podniesie tak, że bez problemu można wyjąć, ale nie wiem czy to prawda, bo takiej palety nie posiadam

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne są te cienie! Dziś już widziałam je kilka razy na innych blogach i chyba sobie takie sprawię :) A miałam oszczędzasz... eh,magia bloggera :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto mieć chociaż malutki zbiorek - są dobre jakościowo, a wkłady nie kosztują dużo :)

      Usuń
  7. Mam 446 i kocham :). Kuszą mnie ten 402 i ten Noble... Ale mam stanowczo za dużo brązowych cieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty! Brązowych cieni nigdy dość :D

      Usuń
  8. Też popsułam kilka cieni zanim opanowałam wyciąganie ich wyciąganie. Sposób z magnesem jest dobry, ja jeszcze podważam szpilką - trudniej nią zepsuć, ale też się może zdażyć. Ja chyba i tak wolę taką paletę niż czarną MAC, która koszmarnie się brudzi i nie mogę tego znieść. Ogólnie nie znalazłam jeszcze palety idealnej, z każdą jest coś nie tak. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MAC wypuścił nowe 15 z przezroczystą pokrywką, są świetne, ale i cholernie drogie niestety :/ Ta stara czarna faktycznie się masakrycznie syfi, swoje czyszczę po każdym użyciu :D

      Ciekawam tych nowych wynalazków UD, ale na żywo ich się w Polsce nie uświadczy, a szkoda :/

      Usuń
  9. Wszystkie kolory bardzo mi się podobają :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne kolorki, tylko ja bym kupiła jeszcze jakiś jasny do rozświetlenia kącika oka i przy łuku brwiowym. Ja uderzam paletką od strony cieni o dłoń i wypadają :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nad tym myślę, bo wtedy miałabym uniwersalną paletkę na wyjazdy wszelakie :)

      Usuń
  11. Magnesami z pokrywki wyjmiesz cienie.

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo ładne cienie:) przejrzałam Twojego bloga i zazdroszczę zarówno lakierów jak i innych kosmetyków:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lata mojego zbieractwa kosmetyków widać na tym blogu ;)

      Usuń
  13. jakoś zawsze obok cieni inglota przechodziłam szybko i nigdy żadnego nie kupiłam. może dlatego, ze za każdym razem jak jestem w ich salonie to się spieszę? nie wiem, ale chyba czas to zmienić :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Zestaw idealny. Co do wyjmowania cieni, to na te mlecznej przykrywce w kącikach są magnesiki- wystarczy, że zbliżysz róg do cienia i ładnie wychodzi. Siła przyciągania:)

    OdpowiedzUsuń
  15. 420 jest bardzo ładny ale nie wyglądałabym w nim dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękne kolory, ja ostatnio do Inglota się coraz bardziej przekonuję :) Oczywiście też posiadam 402 i 420, poza tym świetny cień do brwi i inne cienie - 418 i 423. Wszystkie szalenie lubię i odkąd je mam, maluję się właściwie tylko nimi ;) A co do paletki - design mi się szalenie podoba, ale faktycznie, wyciąganie cieni to horror! Dlatego ja swoje trzymam w GlamBoxie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chyba w końcu go kupię, bo mam też jakieś stare My Secret i Ingloty, a ostatnio zaopatrzyłam się w taśmę magnetyczną - będzie depotowanie :)

      Usuń
  17. Całkiem ładny zestaw się uzbierał:) U mnie też już pierwsze pudełeczko pełne. Świetna jakość cieni.

    OdpowiedzUsuń
  18. 153 jest świetny! Muszę go zobaczyć na żywo :)

    A ja nie mam masthewa 402, ale mam 420 i wielbię go całą sobą. Podobnie jak 395, który musisz nabyć jako następny ;) 446 również pochwalam :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Cienie wyjmuje się magnesami z pokrywki.
    Kolory są przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Niedawno robiłam swatche moich ponad 40 Inglotów - może coś wpadnie Ci w oko?
    Sama mam zielone oczy i najchętniej używam granatu Pearl 428, zieleni Shine 133 i Pearl 418, morskiego Matte 338 i oczywiście matowych neutrali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie pooglądam swatche.

      Dziękuję za typy - zanotowane.

      Usuń
  21. Piękne kolorki:) Dwa z nich posiadam również w swojej paletce. Teraz czaję się na ich nowe odcienie.

    OdpowiedzUsuń
  22. ja zbieram się do kompletowania inglotowej paletki i twoja jest w tym bardzo pomocna :) chyba postawię na 10 bo to będzie wystarczająca liczba odcieni jak dla mnie - makijaż robię (jak już robię) bardzo delikatny.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  23. chyba jestem dziwna - nie mam ani jednego cienia inglota :P jakoś nie po drodze mi zawsze do nich ;) z pomocą przychodzi ich sklep internetowy, w którym chciałam zamówić własnie wkłady, a tu buuu. Nie ma wkładów na stronie.
    Twoja kolekcja jest może i niewielka, ale za to jak wysmakowana :) Same kolorystyczne perełki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do niedawna też nie miałam ;) Jak widać piątka zapełniła się szybko i na razie tyle mi wystarczy.

      Usuń
  24. Mam 153 i 154 i jestem z nich bardzo zadowolona. W sumie mam 5 cieni w dóch zestawach (2 kwadraty i 3 kółeczka), jestem z nich zadowolona, a możliwość samodzielnego komponowania palet to dla mnie niezaprzeczalny plus. Narobiłaś mi ochoty na 407 i 446 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przetestować koniecznie! Lubię taką brzoskwinię zestawiać z fioletem właśnie - genialnie to wygląda :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...